• Wpisów:1358
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:21 dni temu
  • Licznik odwiedzin:89 858 / 2055 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Witam po długiej przerwie!
Mamy początki jesieni - piękny, kolorowy czas.
Z drzew spadają liście, a w powietrzu wisi... olej kokosowy?

Więc mamy jesień!
A jak to w tym okresie bywa - my, kobiety chcemy zadbać o swoją skórę, cerę, włosy i nie tylko! Niestety jesień mimo, że piękna to i wilgotna, a również przymrozki powoli dają się we znaki.

Więc w co możemy zaopatrzyć się w okresie żółtych liści?
Pierwszą pozycją, którą Wam przedstawiam jest wcześniej wspomniany olej kokosowy.


Ale co on potrafi i do czego właściwie służy?

Olej kokosowy jest bogaty w wiele cennych właściwości. Zawiera wiele kwasów, w tym laurynowy, palmitynowy, kaprylowy, oleinowy oraz linolenowy, witamin takich jak B2, B6 i E, potas, magnez, kwas foliowy, wapń, żelazo, sód, cynk i fosfor.
Tak więc jest to czysta bomba zdrowotna!

Używaj zamiast tradycyjnego oleju!
Dzięki temu Twoje potrawy zyskają wyjątkowy aromat, a Ty sama dostarczysz sobie cennych wartości odżywczych.

W okresie jesiennym potrzebujemy dodatkowej dawki energii i chęci do życia, prawda? Oczywiście! Tak więc zażywając witaminy, dodatkowo zjedz łyżkę oleju kokosowego - ułatwisz swojemu organizmowi ich wchłanianie! Olej jest jadalny i świetnie smakuje! Jesteś fanką kokosowego zapachu jak ja? Koniecznie wypróbuj!

Olej kokosowy jest świetnym patentem na wypryski i wszelkie podrażnienia skóry. Jest również świetnym balsamem, idealnie nadaje się do ciała. Wypróbuj go nawet jako środek do demakijażu! Poprawia on znacznie wygląd i stan naszej skóry.

Jesienią cierpisz na suche i wyschnięte usta, które skutecznie ochładzają temperaturę między Tobą, a Twoim partnerem? Pewnie sama ze sobą nie czujesz się wówczas zbyt komfortowo? Spokojnie! Na ratunek przybywa... olej kokosowy!

Podobno, jeżeli dokuczają Ci problemy z gardłem, możesz zastosować pewien trick, który pomoże załagodzić ból. Włóż łyżkę oleju do ust, zaczekaj aż się rozpuści, po czym wypłucz nim bolące gardło. Sama tego jeszcze nie miałam okazji sprawdzić, może warto spróbować?

Jesteś szczęśliwą posiadaczką włosów niskoporowatych?
Olej kokosowy poprawi ich kondycję, sprawi, że staną się piękniejsze, bardziej lśniące, a nawet ich końcówki odżyją na nowo!

Suche dłonie? Widoczne skórki? Pożegnaj się z tym koszmarem jesiennych dni. Teraz już chyba wiesz co zrobić. :)



Właśnie jestem w trakcie testowania działania miodu na moje włosy. Zobaczymy. W następnym wpisie napomknę co tam z tego wynikło.

To, czym jeszcze dzisiaj się zajęłam, to chińskie pierożki. Smakowało mi bardzo, a roboty było na 5 minut, jak na pierogi. Naprawdę polecam i odsyłam do Antywieszaka po przepis! :)

http://www.antywieszak.pl/chinskie-pierozki-dim-sum-dumplings/



Jakie macie sposoby na przeżycie okresu jesiennego? Opowiedzcie w komentarzach!
Przy okazji podrzucam moje najnowsze zdjęcia, przy okazji, przy okazji...











Pozdrawiam!
Hania :)


  • awatar Werciaa<33: Jakoś wszystko mi lepiej smakuje z tym olejem:D A nieee wiemm, jakie mam sposoby: ja tam liczę tylko na piękne kolorowe, spadające liście i wszystko inne przeżyję. U LALAALA wyglądasz kwitnąco!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Śledzę sprawę Magdy, dziewczyny zmarłej w Egipcie od jakiegoś czasu. Mniej więcej znam bieg wydarzeń. Cóż, moim zdaniem dziewczyna nieszczęśliwie trafiła na złych ludzi, którzy niewątpliwie zrobili jej ogromną krzywdę. Myślę, że niektórzy ludzie na siłę chcą zrobić z Magdy wariatkę z problemami psychicznymi, żeby uciszyć sprawę i zatrzeć ślady przestępstwa. Jednak rodzina i chłopak dziewczyny twierdzą, że ofiara nigdy nie wykazywała żadnych zachowań wskazujących na choroby psychiczne. Po przejrzeniu internetu w poszukiwaniu wszystkich dostępnych ogólnie dowodów, domysłów i teorii jestem w stanie obrać swoją własną. Według mnie dziewczyna trafiła niefortunnie na ludzi, którzy ją wykorzystali. Cóż, była piękną blondynką, a na takie łasi są ludzie właśnie z tamtych rejonów. Ci ludzie mają zupełnie inne myślenie na temat kobiet. Dla nich gwałt to nic takiego, zwykła rzecz a sam seks jest tematem powszednim nie mającym nic związanego z tematami tabu, świadczyć o tym mogą rozmowy Egipcjan. Dokładniej chodzi o moment, w którym jeden z nich mówi o tym, że "wsadzi jej tego kutasa jeśli zaraz się nie uspokoi", w tle słychać wówczas śmiech. To tylko moja teoria, ale myślę, że dziewczynę zwyczajnie wykorzystali, po czym chcieli ją z powrotem wysłać do Polski, zacierając swoje winy. Jednak dla Magdy skończyło się to inaczej. Czy to było samobójstwo? Czy może ktoś jej w tym pomógł? Myślę, że ostatecznie wszystko się okaże po sekcji zwłok i wyjściu na jaw kolejnych szczegółów w sprawie. Na sam koniec przytoczę słowa dziewczyny z nagrania, które samo w sobie jest dziwne. Dlaczego ona sama nie pójdzie w ustronne miejsce porozmawiać z chłopakiem? Dlaczego to nie ona trzyma telefon? Czy Egipcjanie ją kontrolują? Widocznie, bo Magda tłumaczy półsłówkami i mową ciała, że nie może nic powiedzieć. Sygnały, które daje rękoma mogą świadczyć o gwałcie, przetrzymywaniu, ogólnej krzywdzie którą ktoś jej tam wyrządził. Dziewczyna jest pogrążona w panice i strachu, chce, żeby ją stamtąd zabrali, równocześnie będąc przekonaną, że "już stamtąd nie wróci, to nic nie da". Psychoza? Ale tak znikąd? Szczęśliwa dziewczyna nagle popada w stany lękowe bez przyczyny? A może jednak porwanie, gwałt? Nie mnie jest osądzać, nie znam wszystkich faktów, jednak cała sprawa jest bardzo śliska.
 

 
Dzieńdobrywieczór.
Mam na imię Hania i jestem samozwańczą artystką.
ALE jestem ex kapitanem zajebistego teamu.
Tak, zajebistego.
Powiem jaka nie jestem.
Nie jestem nonszalancka, nie jestem wieczną poetką.
Nie jestem osobą, która kocha książki i samotność.
Nie jestem kimś, czyim marzeniem byłoby wiecznie być kreatywnym i zapracowanym.

Powiem jaka jestem.
Jestem zdziwaczała, szalona i nie jeden raz głupia.

Czuję się dobrze w za dużych ciuchach i glanach.
Czuję się spełniona, kiedy idę z kolegami (albo koleżankami, kto wie?) nad rzekę.
Najbardziej lubię przechodzenie przez obalone drzewa, sprawdzanie nowych członków teamu, czy przejdą chrzest w tym miejscu.
Uwielbiam wspinanie się na desce (bo drabinę zakosili) na dach działki mieszczącej się na tamtych terenach.
Kocham eksplorowanie dalszych miejsc, odnajdywanie nowych dachów, wspinanie się na nie.
Lubię siedzieć tam i gapić się na staw, popijając tanie piwo. Nie sama, z moimi ludźmi.
Fajne jest też chodzenie po opuszczonym budynku.
Pierwsza osoba (najsilniejsza) trzyma młot, na wypadek intruzów, ostatnia trzyma latarkę.
Lubię dźwięk zbijanej butelki na wejściu, ku odstraszeniu osób niepożądanych.
Jestem zakochana w widoku Żor z dachu wieżowca na "moim" osiedlu, lubię tam być z kolegami.
Adrenalina daje mi uśmiech, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli.
Czasem możesz spaść z hukiem ze schodów na taki dach.
Zazwyczaj sąsiedzi w danym wieżowcu nie są zachwyceni widokiem Twojej osoby w tamtym miejscu.
Możesz też stracić punkty honoru w teamie, dlatego wchodzisz nawet na ten wysoki sufit na chybotliwej drabinie mimo wizji bolesnego upadku.
Miło jest nawet spaść do tego błota w głębokiej fosie, żeby tylko przejść do ukochanego miejsca.

Lubię zgłupieć, lubię oszaleć, zapomnieć niektórych rzeczy.
I wiesz, przesiadywanie w piwnicy bloku z kolegami jest warte każdej ceny.

A wiesz co lubię najbardziej?
Uczucie, że jestem tam, gdzie naprawdę chcę być, robię to, czego naprawdę chcę, z ludźmi, z którymi naprawdę chcę być.
Inaczej - nagość. Kompletna szczerość ze sobą.
Brak tego zakłamania.

Po tym wszystkim mam siłę, żeby iść w drugą stronę - swoją drugą połowę.
Żeby pracować, tworzyć i być kreatywnym.

I to jest wszystko to, co we mnie siedzi.
Właśnie ujrzało światło dzienne.
 

 
W szkole jestem stałym bywalcem pełnej malutkiej szufladki, teraz Wam ją opiszę.
Poza tym, że jest tu dość ciepło i wygodnie charakteryzuje mieszkańcami, którzy są niezaprzeczalnymi wyrzutkami społeczeństwa, którym zazdroszczą pewnych umiejętności, oryginalności i zdolności do wyjścia z tłumu. Te osoby zazwyczaj mają swój mały krąg znajomych, którzy aprobują ich sposób bycia. Dopełniając obraz populacji obecnej w tym miejscu, nie cechuje się za grosz zainteresowaniem odzieżą markową, paznokciami, modą i stylem.

Przeciwieństwem osób w owej szufladce są kaczki.
Rozumiecie? KWA, jak kaczki. KWA, jak Kółko Wzajemnej Adoracji.
W tej różowej szufladce swój żywot toczą niezwykle oczogrzmotne osobistości - osoby, które bratają się z powodu podobieństw... wszystkiego.
Ciężko odróżnić jedno ziarnko grochu od drugiego, podobnie jest z nimi.
Charakteryzują się samouwielbieniem, hipokryzją i z pozoru uwielbieniem osób w tej samej szufladce, jednak z drugiej strony pleców... nie trudno się domyślić.
Koniecznym "niewyjdęzdomubezniego" gadżetem jest pomadka od goldenrose, albo innej modnej firmy kosmetycznej.
(Notatka od autorki - plastik przesyłany drogą kropelkową poprzez buzi buzi na dzień dobry)
Jesteś w szkole? Słyszysz głosy? Jeśli wyłapujesz pojedyncze słowa, takie jak "muszę mieć tą pomadkę z inglota!", "widziałaś na insta?", "widziałaś jak ona dzisiaj wygląda?", "jestem taka gruba!" - uwaga, prawdopodobnie jesteś świadkiem rozmów KWA we własnej, nieskromnej osobie.

Dzisiaj postanowiłam zrobić sobie mały eksperyment.
Wyobraźcie sobie osobę z jako pierwszej wymienionej szufladki, wychodzącą z całego kredensu.
Zmieniłam delikatnie swój image.
Dobrze, może bardziej niż delikatnie.

Cóż, pomalowałam się.
Nie zwykłam tracić godzin przed lustrem, tym razem zrobiłam inaczej.
Dzisiejszym "ajtfitem" została więc dość dorosła bluzka, której nie znajdziecie w sieciówkach, więc w liceum jest per ZUPEŁNIE ORYGINALNĄ, PEWNIE ZZA GRANICY OD UTALENTOWANEGO PROJEKTANTA... bluzką.
Tymczasem jest zwyczajną szmatką z późniejszej młodości mamy. Szał, czyż nie?
Aby dopełnić ideę eksperymentu polokowałam dokładnie każdy niebieski kłaczek na głowie, tworząc śliczny kucyk z równie falującymi pejsami.
Idąc dalej, moje nóżki dziś w świat wyruszyły na parunastu centymetrowych, matowych szpilkach.

Chyba nie sprawię, że część z Was dostanie zawału, a druga spadnie z krzeseł, jeśli powiem, że nagle spotkałam się z aprobatą połowy szkoły?
Większość osób - uczestników kwa, którzy zazwyczaj ograniczali się do "hej" w moją stronę, tym razem zmierzyli mnie jedynie gniewnym wzrokiem idąc dalej w swoją stronę.
Z nieistniejącej dziewczyny nagle zostałam przez połowę ludzi tu obecnych znienawidzona, przez drugą uwielbiana i obdarowana uwagą.
Nagle "co u mnie" z nieporuszanego tabu, stało się najgorętszym tematem dnia.

Ukrócając temat - jestem lekko zasmucona tą sytuacją.
Czy pozory, ubrania i makijaż są jedyną przepustką do bycia nie-niewidzialną?
Dlaczego większości ludzi nie interesuje ludzkie wnętrze?
Uwierzcie mi, bycie miłym, pomocnym i może nawet z poczuciem humoru jest cenniejsze, niż jakakolwiek bluzka, nawet od tego wcześniej wspomnianego utalentowanego projektanta zza granicy.
Zagadajcie, poznajcie i pomyślcie własnym rozumem (zakładając, że wszyscy go mamy), zanim ocenicie.

Uwaga, powyższe szufladki były tylko humorystycznym ujęciem sytuacji.
Każdy z nas jest inny, każdy jest indywidualnym, niezależnym od innych człowiekiem.
Dlaczego chcecie tak bardzo upodabniać się do grupy?
Czy nie jest lepiej czasem odejść od normy, nie powstrzymywać śmiechu, żeby broń Boże nie zwrócić na siebie uwagi?
Nie byłoby bardziej barwnie, gdybyś kupiła te kolorowe buty, które tak bardzo Ci się podobają zamiast superstarów, jak Twoje koleżanki, bo są krzykiem mody?
Czy nie byłoby dobrze czasem zabrać głos w sprawie, która Cię interesuje, zamiast siedzieć cicho w swojej szufladce , ze strachu przed opinią publiczną?

Bądźcie sobą, dziękuję za uwagę.
 

 
Ostatnimi czasy przeżyłam zderzenie z zupełnie inną rzeczywistością.
Zeszły miesiąc był dla mnie jak ciągnący się sen, koszmar.
Brak chęci do życia, smutek - często nieuzasadniony i poczucie winy, objawiającym się niepotrzebnym obwinianiem się za każde zło świata.
Niecały tydzień temu wstało słońce.
Poczułam szczęście, radość i chęć do funkcjonowania.
To było niezwykle nieuzasadnione i... dziwaczne.
Nagle, bez konkretnego powodu obudziłam się ze zmory.

Co prawda - euforia opadła, ale szczęście i CO NAJWAŻNIEJSZE, czyli spokój został.

Aktualnie pracuję nad nowym projektem.
Uwaga - film krótkometrażowy.
"Marzyciel"
Fabuły nie zdradzę, ale wiedz, drogi czytelniku - będzie fantastycznie.
Przygotowania trwają, może nie pełną parą, ale trwają.
To jest kwestia dwóch tygodni więc proszę, daj mi czas.
Warto zaczekać, jest na co.
Tymczasem zapraszam na mój kanał Wielowątkowi na youtube, na którym znaleźć można już 3 filmy, które mogą Cię zainteresować.



Kwestia która pozostała jest dość problematyczna.
Nie do końca wiem jak to opisać, ale od jakiegoś czasu mam zaniki poczucia rzeczywistości.
Łopatologicznie - idę ulicą, nagle przestaję odczuwać fakt poruszania się, uczucie samego istnienia w danym miejscu, bądź w danej sytuacji zanika.
Jakbym zasnęła w trakcie czynności, bądź braku czynności.
Nie towarzyszy temu żaden smutek, nic z tych rzeczy.
Bardziej odczuwam pustkę, brak jakichkolwiek odczuć.

Derealizacja?
Sama nie wiem, nie do końca rozumiem co się dzieje.

Jako (od jakiegoś czasu) naprawdę szczęśliwa osoba, również mogę cierpieć na coś jak właśnie to?
Zadaję sobie to pytanie od jakiegoś czasu.
Samo uczucie braku rzeczywistości odczuwam blisko miesiąc.
Pojawia się parę razy dziennie.

Czy może jest ktoś zorientowany, kto byłby w stanie pokierować na właściwy trop w tej sprawie?
Sama jestem ciekawa czy jest to coś zwyczajnego, czy to bezsensowna panika, czy może prawdziwy problem?

Odbiegając od tematu, wraz z Kamilem podjęliśmy dzisiaj spontaniczną decyzję wybrania się do kina.
Film, który wybraliśmy był właściwie bajką o tytule "Kubo i dwie struny".
Powiem tak - na pewno jest to warte obejrzenia.
Świetnie się bawiłam, a zarazem kompletnie przejęłam się emocjonalnie fabułą całej historii, jestem wręcz zauroczona.
Świetnie się bawiłam, za co bardzo Ci dziękuję Piegusku.
Mam nadzieję, że będziemy spędzać czas w ten sposób częściej!



Więc, do następnego!
Czekajcie na "Marzyciela", który pojawi się już wkrótce na naszym kanale!
 

 
Jak zmieniłam swoje życie o 360 stopni?
To dość ciekawa historia, chętnie Wam opowiem, przy okazji na potrzeby mojej nowej idei (filmowej) przypomnę sobie wszystko od początku.

Wyobraźcie sobie taką Hanię sprzed dłuższego czasu.
Zamknięta w pokoju, brak jakichkolwiek znajomych, wręcz znajomości na minusie.
Ale ku zdziwieniu całego otaczającego ją wtedy świata... co robi?
Tworzy, kreuje, trenuje, rozwija się!
Fotografuje, bawi się obróbką zdjęć, pisze bloga, nawet zajmuje się lalkami kolekcjonerskimi!
Pasjonuje się, urzeczywistnia swój własny świat!
Robi coś, o czym świat zewnętrzny nie ma pojęcia.
On traktuje ją jak nic niewartego śmiecia, jednak ona jest szczęśliwa - w swoim własnym towarzystwie, w swojej pasji.
Świat przyziemny ją przestał interesować - robi w nim tyle, ile powinna. Resztę uwagi skupia na własnym.

Nadchodzi czas, w którym ta zaczyna myśleć.
Może inaczej - staje się bezmyślna.
"A może... Ci mało inteligentni ludzie mają jednak rację?"


Tutaj nasza bohaterka zaczyna się gubić.
Popada w marzenia o przyjaciołach, towarzystwie.
Nie potrzeba jej marzeń, pasji.
Ona chce mieć "fajne" życie, jak reszta nastolatków, za którymi próbuje ślepo podążać.

Uah, zdarza się cud - wybija się.
Trafia w towarzystwo, które próbuje określić jako "swoje".
Od dziś - imprezy, alkohol, imprezy i alkohol.
To jest zabawa! To jest życie! Prawda... Haniu?
Nie potrzebujesz już niczego więcej, prawda?
Masz to, czego chciałaś.
Masz "przyjaciół".


Rutyna? O, witam panią.
Proszę wejść, rozgościć się.
Ah, o czym ja mówię? Czuj się jak u siebie!

Ten rozdział pozwolę nazwać sobie odzyskaniem rozumu.
"Może jednak to nie jest to, czego chciałam?"
Przebłyski inteligencji czy zaniki głupoty?
"Przyjaciele" nie są szczerzy wobec mnie, popadłam w nałogi, straciłam chęć ciągnięcia własnej egzystencji, zgubiłam pasję.
Nie mam pasji? Jak to?
A fotografia? A rysunek?
Ah... kiedy ja ostatnio zrobiłam jakiekolwiek zdjęcie?
No właśnie.
Co ja robiłam wczoraj?
Przecież byłam na imprezie.
Co ja robiłam miesiąc temu?
Przecież starałam się o względy tych fałszywych ludzi.
Co ja robiłam 5 miesięcy temu?
Czekaj... wciąż to samo?

Spotkałam Jego, zrozumiałam.


Przebłysk, zakochanie.
Życie zaczyna grać w rytmie "I want you".
Nabiera barw.

Tutaj przechodzimy do momentu wyznania.

Poznałam Kamila.
Ciekawym jest fakt, że spotkałam go na imprezie.
Od początku załapaliśmy świetny kontakt.
Niedługo po imprezie postanowiliśmy się spotkać.
Zakochaliśmy się w sobie nawzajem.
Te oczy... pełne pasji.
Ten uśmiech... zapał do działania.
Jest kimś, kim od dawna marzyłam, żeby być.
Właściwie ja byłam tą osobą.
Ah, ja kiedyś też miałam pasje.

Wracając do naszej znajomości, ciągnąc wyznanie.
Spotykaliśmy się codziennie.
Pisał do mnie listy każdego dnia, robi to po dziś dzień.
Każde spotkanie było pełne wzajemnego uczucia, rozwijało we mnie zapał do działania, który go wypełniał.

Miłość rośnie wokół nas, sielanka i pełnia szczęścia?
Nie tak prędko.
Za parę dni miał wylecieć do Anglii.

Po głowie krążyła mi wówczas piosenka. "I will not kiss you, cause the hardest part of this is leaving you..."

Czy to nie brzmi jak tragiczny zwrot akcji w jakiejś telenoweli?
Sprawmy więc, żeby to przypominało ją jeszcze bardziej!

Dni mijały.
Mimo choroby, która wykańczała mnie od środka, starałam się wychodzić codziennie.
Chciałam korzystać z każdej chwili, która nam pozostała razem.
Wówczas nawet oddałam mu duszę, w zamian za jego serce.

Pewnego dnia zapowiedział, że ma mi coś bardzo ważnego do oznajmienia.
W mojej głowie zapanował strach, myślałam dość pesymistycznie.
Cóż... to był piękny, słoneczny dzień.
Wyruszyliśmy do lasu.
Delikatnie złapał mnie za rękę.
Jego dłoń była chłodna, jednak od niego jak zwykle biło ogromne ciepło.
Czułam szczęście mając go przy sobie, jednak świadomość, że ten stan nie będzie trwał wiecznie... cierpiałam.
Moje życie już za parę dni miało wrócić do wcześniejszego stanu.
Ah, imprezy... alkohol... przecież to było takie wygodne!
Nie, wtedy już marzyłam o czym innym.
Chciałam pasji, chciałam działania.
Chciałam wszystkiego po trochu... z nim u boku.

Ciągnąc historię dalej, finalnie znaleźliśmy nasze miejsce.
Obalone, wielkie drzewo - nasze klimaty!
Cóż, idealnie się dobraliśmy.
Może kiedyś jeszcze pojawi się w moim życiu?
Może kiedyś... może - ta myśl nie opuszczała mojej głowy.
Usiedliśmy w pobliżu drzewa.


Wyjął z torby list.
Kolejny, dostawałam je każdego dnia.
Ten miałam przeczytać ja.

"Osiem"
Cyfra, którą tak uwielbiał powtarzać.
Wyrazy uczucia, miłości.
Słowa pełne wszystkiego... wszystkiego po trochu.

Wyliczał, wyliczał do ósemki.

"Po pierwsze - ciągle czuję na sobie Twój dotyk."

Drżałam, w myślach obiecując sobie, że tym razem się nie rozpłaczę.

"Po piąte - nie mogę przestać o Tobie myśleć."

Serce przyśpieszyło do niemożliwej prędkości.

"Po szóste - nie mogę bez Ciebie żyć."

Wiedziałam, że za ósemką kryje się to, o czym rano wspominał - rzecz, o której miał mi powiedzieć.

"Po siódme - Kocham Cię!"

Łzy napłynęły mi do oczu, kiedy w końcu przeczytałam to, czego najbardziej się nie spodziewałam.

"Po ósme..."

Zadrżał mi głos, pociągnęłam nosem, byłam już bliska płaczu.

"...nigdzie nie jadę na dłużej niż dzień... no, chyba, że z Tobą..."

Spojrzałam mu w oczy, niedowierzając w to, co właśnie przeczytałam.
"Co?"

Nie wytrzymałam, rozpłakałam się jak dziecko.
"Niemożliwe..."
Nie wierzyłam w to, co się właśnie wydarzyło.
Postanowił nie wyjechać.
Nie wyjechał, żeby zostać z dziewczyną, którą znał tydzień.
Niczego nie obiecywałam, nie powiedziałam, czy chcę zmienić całe swoje życie dla niego.
On po prostu postawił wszystko na jedną kartę.
Po prostu nie wyjechał.

Istna telenowela? Nie tym razem.
To moja, nasza historia.
To wydarzenie miało miejsce 59 dni temu.

Kłócimy się dość często.
Nieraz nie możemy ze sobą wytrzymać.
Wymieniamy ostre słowa, czasem chowając dumę do kieszeni.

Kochamy się najbardziej na świecie.
Dzień bez drugiej połówki jest dniem straconym.
Uczymy się siebie nawzajem.
Uczymy się samych siebie.
Uczymy się życia od nowa.
Dopełniamy się.
Tworzymy razem sztukę, spełniamy się twórczo.

Mamy siebie.
Mamy pasję.
Mamy miłość.

***

Tutaj, dokładnie w tym miejscu się poznaliśmy.
Tak jak wspominałam wcześniej, co zabawne - na imprezie.


Życzę Wam wszystkim, żeby i Was spotkało w życiu coś, co sprawi, że odnajdziecie właściwą drogę do szczęścia.

Wystarczy jeden człowiek, jedna rzecz, która może zmienić Wasze życie o 360 stopni.


Tak więc mam już pomysł na film.
Miło było przypomnieć sobie tamte wydarzenia, wiecie?

Tak na koniec... dziękuję, że jesteś.
Kamil, kocham Cię.


 

 
Jestem dość dziwnym człowiekiem w dodatku nieokreślającym swojej płci, ale dzisiaj nie o tym.

Ciągle walczę ze swoimi demonami przeszłości.
Nieustannie próbuję panować nad tendencjami, które efektownie niszczą mnie, moją psychikę i ludzi dookoła.
Już nawet się nad sobą nie rozczulam, jedynie zastanawia mnie ta jedna rzecz.

Nieustannie płaczę po kątach wracając do bolesnej przeszłości, na wszelkie sposoby staram się całą sobą z tym zerwać.
Powoli naprawdę są widoczne tak liczne efekty.
Coraz mniej boję się ludzi, zdecydowałam się ciągnąć na przód swoje pasje, nie bać się krytyki i wiele innych.

Ale teraz nie rozumiem tej jednej tendencji.

Dlaczego ja wciąż miewam te chwile, w których siadam, na siłę wyszukuję tych piosenek wspominających przykre zdarzenia z kiedyś i na siłę wynajduję sobie powody, dla których mogłabym cierpieć?

Nigdy w życiu nie zrobiłam sobie fizycznej krzywdy, nigdy nie miewałam myśli samobójczych.
Oczywiście - bywało ciężko, nieraz zbyt ciężko, jednak naprawdę nigdy nie przyszło mi do głowy skończenie ze sobą.
Nie jestem przecież masochistką, ból fizyczny nie sprawia mi żadnej przyjemności, wręcz jestem przerażona wizją nawet najdrobniejszego bólu, dajmy na to takiej szczepionki.

Dlaczego nudzi mi się, kiedy nie cierpię?
Dlaczego szczęśliwe życie, które w każdej chwili mogłabym prowadzić nie daje mi satysfakcji?
Dlaczego nie mogę obyć się bez ciągnięcia bólu psychicznego, który już dawno miał swój koniec?

***

Tym wpisem nie chciałam pokazać jaką cierpiętnicą jestem.
Tak samo nie miałam zamiaru się wyżalić.
Zastanawiam się jedynie co jest nadal nie tak.

Chętnie przyjęłabym komentarze osób, które są w stanie określić przyczynę powyżej wspomnianej tendencji, która jest dla mnie wielką zagwozdką i przeszkodą w spokoju.

***

Zmieniając temat, czekajcie na film krótkometrażowy na kanale Wielowątkowi na youtube, który ukaże się już wkrótce!

https://www.youtube.com/channel/UCWsZS5zAUHKazX4DtFHf_Zg
 

 
Tym razem nieco depresyjnie, bowiem mowa o przeszłości.
Krótka historia do demonach przeszłości.

Przeszłość to coś, co dręczy nas po dzisiejszy dzień.
Zdarzyło się wiele rzeczy, które zostaną z nami na zawsze.
Najważniejsze jest to, żeby pogodzić się z tym co było i iść na przód.
Tak też zrobiliśmy.
Film '"Krótka historia o demonach przeszłości" jest oficjalnym krokiem ku nowemu.


Życzę dobrej nocy, czekajcie na film krótkometrażowy i... relację z konwentu Tsuru 2016 w Rybniku!
 

 
Powoli brniemy do przodu.
Poczyniliśmy wielki krok.
Jeszcze tylko doszlifować dźwięk, inne drobnostki...


Miłego oglądania!
 

 
*Ta smutna część, przewinąć*

Żyłam w pewnym przekonaniu.
Nie mam znajomych.
Dlaczego?
Zawsze tak było - kiedy poznawałam kogoś, osoba jednak nie spełniała wymagań, mam je dość wysokie, tak już jest.
Kiedy ja polubiłam człowieka, on nie polubił mnie.
Kiedy ktoś zaś mnie polubił, ja nie polubiłam człowieka.
Jakoś według tej irracjonalnej zasady zostałam sama.
Sama, bez potrzeby gonienia za ludźmi, którzy nie zaznaczyli się zupełnie niczym w moim życiu.
Czułam się z tym źle, gdzieś w środku został ten deficyt.
Tak, chciałam mieć znajomych.

*Koniec smutnej części, teraz czytać*

Długo myślałam, czy nie iść.
Dokładniej chodzi o pewien zlot w Rybniku.
Zestresowana, zagubiona i smutna ruszyłam w drogę.
Już na dworcu spotkałam trzy osoby idące w tym samym kierunku.
Dość zabawna sytuacja.
Spoglądałyśmy na siebie jakiś czas, w końcu w autobusie udało się dogadać, że to właśnie my.

Tymczasem na rynku, spotkałyśmy dwie osoby ze zlotu właśnie.
Finalnie zebraliśmy się w 15 osób.
Robiliśmy... łatwiej będzie powiedzieć, czego nie robiliśmy.
Było idealnie.

Począwszy od pociągu na samym początku...


Kontynuując jazdą windą w górę... w dół... w górę i w dół.


Wojna na kulki z Bubble Tea...


Poznanie się bliżej na "kole", spadnięcie z niego...


"Sesja na placu zabaw"...


Posiedzenie w parku...



Kończąc na pożegnaniu. Pożegnaniu najpiękniejszemu w moim życiu.
Wyobraźcie sobie, osoba typowo aspołeczna.
Wyobraźcie sobie, że wszyscy rzucają się na nią z grupowym przytulasem.
Wyobraźcie sobie, że kiedy odjeżdża, wszyscy jej machają z uśmiechem na twarzy.
To jej przyjaciele, jej nowa rodzina.

Dziękuję dobranoc, jesteście wspaniali.
Odnalazłam się, poczyniłam kolejny krok.
Mam kolejny kawałek układanki.

Życzę wszystkim takiego kawałka, każdy na niego zasługuje.
Każdy powinien mieć przyjaciół, z którymi pokocha przebywać.
Każdy powinien mieć do czego wracać wspomnieniami ze szczerym uśmiechem, czasem nawet z łezką szczęścia w oku.

Tak, to spotkało i mnie.
Nadal nie mogę w to uwierzyć.

Dziękuję.
 

 
Pragnę ogłosić pewną nowinę.
Uwaga, uwaga.
Wraz z moim partnerem otworzyliśmy działalność.
Planowałam ją latami, jednak dopiero dziś realnie się udało.

Założyłam kanał na youtube.


Zapraszam do komentowania, dziękuję za uwagę.
 

 
W tym roku nie potrafię wczuć się w halloweenowy klimat, który tak uwielbiam.
Mimo to mam pewien plan, niedługo dowiecie się wszystkiego.
Zdjęcia poniżej są małą podpowiedzią, a zarazem inspiracją projektu.



 

 
Dzisiaj spaliliśmy zbędne kalorie.
Nie, niedosłownie - niechętnie podchodzę do sportu.
Zapisaliśmy na karcie czego chcemy się wyzbyć, następnie spaliliśmy to w ogrodzie.
Z moją kartką poszło dość ciężko.
Uważam, że to przez przeszłość, którą chcę odrzucić.
To jest ciężka sprawa, przeszłość jest czymś, co wciąż mnie nawiedza i dręczy.
A może to kartka była za duża?

Nigdy się nie dowiemy. ;)

Dzisiaj umarliśmy, dzisiaj się narodziliśmy.
Zaczynamy od nowa, inaczej.

Ze spraw przyziemnych... zrobiliśmy dzisiaj obiad.
Nie potrafię gotować, to prawda.
Kamil uczy mnie życia od podstaw.
"Po ugotowaniu obiadu należy posprzątać."
"Trzeba po sobie pomyć naczynia."
"Należy umyć ten piec."
"Trzeba nalać wody do połowy, może troszkę ponad."
Jestem wdzięczna.
Makaron z sosem pomidorowym był pyszny, naprawdę nie spodziewałam się, że mogę osiągnąć w kulinariach coś takiego, nawet z pomocą.
Bardzo dobrze mi z tym, że powoli staję się lepszą osobą, poprzez nabywanie nowych umiejętności, nawet tych banalnych.
Po prostu się cieszę, idę do przodu i nie stoję w miejscu.
Nie popełniam starych błędów, nie siedzę w bezczynności.

Jest jeszcze tyle rzeczy, o których chciałabym napisać.
Ten wpis będzie ich zapowiedzią.
Mam nadzieję, żeby Was nie zanudzić moim szczęściem, które za niedługo tutaj wyleję.
A nóż widelec kogoś nim zarażę. :)
(Chociaż lepiej tym, niż ebolą)



Na zdjęciu widnieje gorzka czekoladka w kształcie serca.
Kamil ucieszył się dostając ode mnie trochę słodkości, wiecie?
Patrzcie, Tamashire takie fajne rzeczy robi - hah!

Zdjęcie jest w delikatnym klimacie halloweenowym, z racji rączki w kolorze alabastrowym.
Więc tak - rozpoczynamy sezon Halloween.

Spodziewajcie się wpisu tematycznego już niedługo!
 

 
Ostatni miesiąc minął za szybko.
Nastąpiły zmiany w moim życiu.
Byłam przykuta gwoźdźmi do stołu.
Byłam, nie jestem - to dzięki pewnej osobie.
Nie mogę przestać płakać ze wzruszenia, ktoś próbuje mnie pchnąć na właściwą drogę.
Ktoś budzi mnie codziennie rano, ktoś robi dla mnie kanapki do szkoły, ktoś ogląda ze mną anime, ktoś planuje ze mną przyszłość, ktoś uczy mnie grać na ukulele, ktoś towarzyszy mi w planach aktorskich, ktoś pokazuje mi, żeby się nigdy nie poddawać, ktoś chodzi ze mną do lasu, ktoś daje mi ciepło, ktoś robi ze mną zdjęcia, ktoś uśmiecha się do mnie, ktoś gubi się w moich oczach.
Ktoś daje mi szczęście.
Tym razem takie najprawdziwsze, szczere.



Przez to wszystko czuję okropny strach.
Jestem człowiekiem i popełniam błędy.
Przez demony przeszłości popełniam ich jeszcze więcej.
Boję się, że zrobię coś nie tak, że stracę to wszystko, że mój świat znowu się zawali.

Strach sprawia same problemy, zwiększa negatywne emocje, powoduje kłótnie.
Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić.
Liczę na Wasze wypowiedzi na ten temat.



Kamiru, dziękuję Ci.
Dziękuję, że jesteś.
 

 
Słyszę gitarę, miłe dźwięki.
Czuję ten zapach, mocniejsze bicie serca.
Może być spowodowane winem, przyczyną mogłyby być emocje związane z dzisiejszym dniem.
Nie, ja wiem.
To jest po prostu obecność.
Obecność? Obecność osoby.
Ktoś, kto doprowadza mnie do płaczu.
Ktoś, kto doprowadza mnie do palpitacji serca.
Ktoś, kogo często mam ochotę zwyczajnie uderzyć.
To jest obecność osoby, której dość często spoglądam w oczy, gubiąc się i zapominając o świecie, który mnie otacza.
Obecność człowieka, który dał mi szansę na życie, o którym mogłam sobie tylko zamarzyć.
Słyszę struny, po których pewnie przejeżdża twardymi już opuszkami palców.
Czuję, jak serce przyśpiesza mi na samą myśl o chwili, którą przeżywam teraz.
Jest obok, robi swoje.
Siedzę niedaleko, składając te zdania.
Siedzę tutaj i myślę o tym, jak bardzo chciałabym, żeby tak wyglądało moje życie już na zawsze.
Chciałabym, żeby on już zawsze tutaj siedział.
Chcę, żeby już zawsze tutaj był, grając na gitarze.

 

 
Chciałabym żebyście to Wy wypowiedzieli się na pewien temat.
Uważacie, że lepiej mieć do stracenia, czy też analogicznie nie mieć nic do stracenia?
Interpretacja dowolna.
Dziękuję za uwagę i komentarze na ten temat.
  • awatar Pantokratorka: Nie mając nic do stracenia jest się otwartym na wszystko, co przyniesie życie :)
  • awatar Gość: Nie mozesz nie miec nic do stracenia, jeżeli masz wiele do stracenia - to oszukiwanie samego siebie. Bo masz WIELE do stracenia...
  • awatar Altrin: zależy to od priorytetów i czego dana sprawa dotyczy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Właśnie zrobiłam sobie kolację.
Pokracznie usmażone tosty z jajkiem w środku w połączeniu z solą i pomidorami (tak, dodaję za dużo soli co jest mi bardzo wytykane, więc mówią, że jem sól z pomidorem, nie na odwrót).
Jeśli mam być szczera, nie smakuje jakoś wybitnie dobrze, jak u osoby, która od jakiegoś czasu codziennie rano przygotowuje dla mnie śniadanko, ale jestem dumna.
Dawno nie zrobiłam sobie do jedzenia czegoś bardziej skomplikowanego niż danie gotowe typu... zupka chińska?

Mam ochotę nauczyć się gotować, mimo że mam dwie lewe ręce i panicznie boję się gorącego tłuszczu i wrzątku.

Na dzisiejszych zajęciach teatralnych miała miejsce pewna sytuacja.
Mieliśmy za zadanie zainscenizować vlog na temat produktu, unboxing tak zwany.
Arytmia serca, podwyższone tętno i panika - przecież ja nie potrafię kręcić vloga!
Od paru lat chciałam się za to zabrać, jednak w momencie włączenia nagrywania wszystko przestaje istnieć, wraz ze wszystkim - język w gębie.

Zostałam postawiona przed zadaniem, któremu sama nie potrafiłam podołać. Z reguły nie jestem śmieszną osobą. Jestem zabawna na swój sposób, ale raczej nie potrafię żartować. Nagle miałam być żywcem wzięta z kabaretu, do tego kręcąca vloga.
Uhh, nie wyszło.
W trakcie gry napłynęły mi łzy do oczu, nie potrafiłam wytrzymać napięcia, nie dałam sobie rady.
Po całym zajściu zaszyłam się pod stołem, obok ściany.
Zajęcia dobiegły końca, wyszłam załamana, zagubiona i zawiedziona sobą.

Był ze mną Pan Aktor.
Zaczął mi tłumaczyć dlaczego dobrze, że się to stało.
Wyjaśnił mi wszystko, dodał pewności siebie.
To, co mi powiedział to temat na osobny post.
Zrozumiałam w każdym razie, że to dopiero początek, że właśnie postawiłam wielki krok, teraz stawię kolejne.

Wczoraj były moje urodziny.
Ciężko mi uwierzyć w to, jak dużo osób chciało złożyć mi życzenia osobiście. Nawet dostałam pewnego rodzaju prezenty, które wzruszyły mnie i za które tak bardzo dziękuję! To jest coś pięknego, dostać od kogoś (interpretujcie na swój sposób) całe serce.



Jest jeszcze dużo spraw, które wkrótce opiszę - czekajcie.
Tymczasem trzymajcie się i nie puszczajcie, dziękuję za uwagę i na razie!
 

 
Niedługo pojawi się nowy post, jednak teraz chciałabym tylko prosić o coś pewną osobę, do której nie mam innego dojścia.

*Zaplater*, Bartosz. Czy mogłabym Cię prosić o jakikolwiek kontakt? Mam pewną sprawę.

Pozostali czytelnicy - dziękuję za Waszą obecność, czekajcie na kolejny wpis. :)


*EDIT* Sprawa zakończona.
  • awatar Gość: A, i z góry wszystkiego najlepszego, bo jutro urodziny masz.
  • awatar Gość: jak nie masz gg ani mojego skype to wal na telefon - 662617658. pzdr. Zaplater.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Skąd ten tytuł?
Specyficzny, tak sądzę.
Ma sens, uwaga.

Właśnie wróciłam z pewnej wycieczki, dość "niebylejakiej".
Przyjechał, przyjechał o 21 na rowerze.
Nie musiał, miał czekać na mój znak.
Przejechał tyle kilometrów nawet bez pewności, czy na pewno wyjdę.
Miłe, bardzo miłe, chociaż to i tak nie przebije Jego decyzji.
Dla mnie... nie wyjechał.
Nie wyjechał do Anglii, rzucił dobrze płatną pracę i życie tam.
Zgadniecie dlaczego?
Tak krótko się znamy... już zdążył wywrócić mój świat do góry nogami.
Wszystko jest szaleństwem.
"Świat nie istnieje"

Wracając do wycieczki, byliśmy wysoko.
Widzieliśmy wszystko w promieniu wielu, wielu kilometrów.
Panowała ciemność, ale także wiele małych światełek.
Wiał wiatr, było ciepło.

Schodziliśmy chińskimi drogami, skończyliśmy w błocie.
Tutaj wracamy do tytułowych glanów.

Wróciłam do domu, zdałam sobie sprawę z tego ile w nich zostało przetartych szlaków, miejsc i co za tym wszystkim idzie - wspomnień.

Drobnostka, prawda?
Ostatnio nauczyłam się podziwiać liście.
Tak powolnie spadają w jesiennych promieniach słońca...

Czas umierać - błąd.
Czas żyć.

Ostatnio tak dużo się dzieje.
Są problemy, oczywiście.
Mimo to, bardziej dają się we znaki cudowne chwile.
Codziennie dzieje się coś innego, kompletnie dla mnie nowego.
Zaczęłam żyć na nowo, żeby stać się dobrym człowiekiem i być szczęśliwą - to też może się przydać.

Życiowo powoli zapełniam plecak, który przygotowuję wiele lat.
Przyda mi się w kierunku, w którym powolnie podążam.

***

Moi starsi czytelnicy pamiętają pewnie, jak dłuższy czas temu próbowałam dostać się na zajęcia teatralne.
Oczywiście nie udało się, miałam zapał, ale brakowało we mnie odwagi i determinacji, byłam zbyt wymęczona ówczesna sytuacją.
Jednak dzięki tamtym wydarzeniom narodziła się we mnie miłość do teatru i marzenie wiązania z tym przyszłości.
Dlatego zacząwszy od nowa postanowiłam spróbować jeszcze raz.
Wiecie, udało się, dostałam się.
Nie tylko ja, On razem ze mną.
To cudowne, świetnie się z tym czuję.
Nie wierzę, że świat może być tak piękny, wiecie?

***

Mam w poniedziałek urodziny, kompletnie zapomniałam.
Dzisiaj mi uświadomiono, że 3 października jest właściwie za parę dni.
Byłam przekonana, że do tego jeszcze tyle czasu.
Właściwie, kompletnie nie czekałam na ten dzień.
Jak miałam czekać na ten dzień ze świadomością, że tak ważna dla mnie osoba wyjeżdża 9 października, co jest w tak małej odległości czasowej względem mojego święta?
Ten dzień był dla mnie bezużyteczną męczarnią przez którą byłam zmuszona przejść, ale... jeśli postanowił nie wyjeżdżać...
...to będzie przyjemność.

***

Wiecie co?

Mam ludzi, na których mogę polegać.
Mam bliskich, którzy o mnie dbają.
Mam osoby, które mnie kochają.
Mam tych, którzy płaczą na myśl o moim możliwym odejściu.

Mam ich, których kocham.

Niczego więcej właściwie nie potrzebuję.

Dziękuję, nigdy nie będę w stanie się zasłużenie odwdzięczyć.


Dziękuję za uwagę, przepraszam za kolejny post z zamieszaniem, ostatnio strasznie bujam w obłokach.

Dobranoc, miejcie świadome sny.
<świetna sprawa, ostatnio taki się mi przydarzył>
  • awatar Gość: Dobrze, że ci się układa. Pzdr. Zaplater.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest jedna rzecz, której w ogóle nie rozumiem.
Powiedzcie mi proszę, jak to jest?
Jak to jest, że zła osoba, która kłamie, rani i wyrządza krzywdę dostaje drugą szansę?
Jak to jest, że ja mogę zacząć od nowa?
Dlaczego mimo to, że jestem <byłam> tak złym człowiekiem, dostałam drugi start?
Odrodziłam się na nowo, poczułam czym może być prawdziwe szczęście, dotknęłam... utopiłam się w nim.
Od nowa dowiaduję się czym są liście powolnie opadające na szarawą, już jesienną trawę.
Od nowa dowiaduję się czym są przyjemności.
Od nowa dowiaduję się jak wiele jest sposobów na to, żebym JA czuła się cudownie... jak w niebie.
Od nowa dowiaduję się, że szczęście to coś, co możesz ofiarować... ale nie tylko.
Możesz je także samemu posiadać.
Możesz je samemu odczuwać.
Możesz być szczęśliwy, kiedy druga osoba również jest szczęśliwa.
Dzielicie to szczęście, patrząc sobie w oczy nie widzisz tylko jak dużo dajesz... widzisz jak wiele również dostajesz.

"I used to say I wanna die before I'm old
But because of you I might think twice"

Nie myślisz o tym, jak przeżyjesz kolejny dzień.
Nie myślisz, czy dasz radę wstać rano... ty marzysz o tym, żeby jutro było już, żeby było teraz.
Ty chcesz już rozpocząć kolejny dzień.
Teraz.

"I don't care what's in your hair
I just wanna know what's on your mind"

Czujesz wolność.
Na reszcie czujesz, że możesz zrobić wszystko to, o czym marzyłeś od tak dawna, ale Twoje realia nie pozwalały na zrealizowanie tych wszystkich rzeczy.
Teraz już możesz być sobą.

Dostałeś drugą szansę, jej nie możesz zmarnować.

***

Nikogo nie oszukam.
Nikogo nie zranię, nie z premedytacją.
Nie zawiodę, nie zawiodę siebie i ludzi, którzy na to nie zasługują.

Będę sobą.

Będę dobrym człowiekiem.

Nie powiem już nigdy, że jestem niczego nie wartą, złą i zepsutą osobą.

Uwierzę w siebie.

Zrobię wszystko, wcielę w życie wszystkie swoje plany i marzenia, nie zmarnuję tego daru.
Nie mogę tego zmarnować, przecież ja dostałam drugą szansę.

Będę szczęśliwa.

 

 
Jestem zaintrygowana faktem licznika odwiedzin tak dzielnie sunącego ku przodzie, mimo braku systematyczności postów.
Jestem wdzięczna, też czuję się wręcz zobowiązana do naskrobania czegoś. Jest to bardzo miłe zobowiązanie.

Ostatnio przytłaczają mnie pewne sprawy, które nie należą do prostych i do opisania tutaj.
Może rzucę takimi luźnymi motywami, żeby określić w miarę sytuację.

Zastanawia mnie, czy nie mogłoby być inaczej. Z drugiej strony jest pytanie, czy byłabym w stanie rzucić obecną sytuację dla tej, którą sobie wyimaginowałam.

Myślę, czy w ogóle moje starania coś dają. Czuję, jakbym mimo postępów wiecznie stała w miejscu. Jakbym była i tak bez możliwości na lepszą sytuację.

Nie wiem czy robię dobrze. Jedno mówi rozum, czego innego chce serce. Jednak czy posłucham się tego, czy tego - stracę zbyt wiele. Na razie trzymam się przy tym, przy czym tracę najmniej - czy słusznie?

Zastanawia mnie czy nie powinnam obrać zupełnie innego kierunku. Nie wiem, czy nie powinnam zmienić wszystkiego o 360 stopni, zaczynając wszystko od nowa. Ten tydzień był dla mnie destrukcją. Spędziłam go separując się od najlepszego przyjaciela, myśląc o tym co powinnam dalej zrobić. Wiele razy płakałam z bezradności, siadając z głową uniesioną ku niebu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nadal nie wiem. Nie wiem nic. Wiem tylko to, że jestem zmęczona. Wiem ile rzeczy poszło w zupełnie złym i nieprzemyślanym kierunku. Wiem ile straciłam i wiem jak te straty mnie wyniszczają, a ja to wszystko ciągnę dalej ponosząc coraz większe obrażenia.

Staram się nazwać swoje uczucia, swój ból i radość.
Nie rozumiem skąd się biorą i z czego wynikają.

Mimo, że minęło sporo czasu, nadal się nie odnalazłam i być może zagmatwałam to wszystko jeszcze bardziej.

Naszły mnie znowu te przemyślenia.
Jest weekend! Idę się zabawić, zapomnieć.
Jak co weekend...

 

 
Jako uczennica drugiej klasy technikum na profilu organizacji reklamy, aktualnie siedzę przy laptopie w szkole.
Dzisiaj okazało się, że nie miałam przyjść o 11.00, ale na 12.20. Ponadto mając określony plan zajęć jestem na zupełnie innej lekcji niż jest to w harmonogramie.
Wiadomo, szkoła dopiero zaczyna swoją działalność, jakby tego było mało jest dopiero początek roku.
Bardziej drażnią mnie te bulwersy uczniów, które tylko powielają całe zamieszanie.

Mimo wszystko nie przeniosłabym się do jakiejkolwiek innej szkoły. Tutaj czuję się dobrze, jak w domu.
Ludzie są bardzo w porządku, nauczyciele są wspaniali, a przede wszystkim ludzcy.
Jest tu zupełnie inaczej, panuje odmienna atmosfera biorąc pod uwagę inne placówki.
Może to dlatego, że sama szkoła mieści się w kamienicy na rynku miasta?
Jest to atutem przy mniejszej ilości uczniów, jak to było w zeszłym roku, kiedy były tu jedynie dwa roczniki.
Teraz jest nas aż 3, 20',99' i 98'.
Wcześniej każdy każdego znał, było przyjaźnie i tak wręcz "domowo".
Teraz jest troszkę inaczej, nikogo z "nowych" nie kojarzę, panuje mały ścisk.
Wiadomo, to dopiero początek, czekamy na rozwój sytuacji.

Nadal cieszę się, że tu jestem.

***
 

 
Wierność moim starym przekonaniom kuleje.
A może to i lepiej?
Jeszcze do niedawna żyłam planując krwawą zemstę na moich wrogach z gimnazjum.
To było moim głównym życiowym celem - udowodnić im, że nie mieli racji i pokazać, że osiągnę więcej mimo tego, że traktowali mnie jak kogoś gorszej kategorii.

Ostatnio jednak coś się zmieniło.
Rok po gimnazjum uwolniłam się z uciśnień w których tkwiłam tak długo.

Zaszokowała mnie pewna sytuacja, która wydarzyła się dość niedawno skłoniwszy do refleksji.
Idąc sobie spokojnym krokiem do pracy minęłam się z pewnym człowiekiem.
Był to chłopak w moim wieku, dość niski i chuderlawy.
Rozpoznałam w nim mojego "wroga", we własnej osobie.
Ten jednak przywitał się ze mną radośnie uśmiechając.

"Jak to, to my się lubimy?"

Właśnie, przecież my dorośliśmy.
Wszyscy zdaliśmy sobie sprawę ze swoich błędów.
Ja postanowiłam przestać się bać i być podatna na wpływ ludzi, którzy chcą dla mnie jak najgorzej, tak samo oni zdali sobie sprawę z tego, że uprzykrzanie życia osobom, które im w życiu nie zawiniły to błąd.

W ten sposób stałam się wolna.



Czasami zastanawiam się, czy jestem szczęśliwa.
Osiągnęłam już prawie wszystkie postawione sobie dawniej cele, kolejne są w zasięgu ręki w przyszłym roku.
To nawet nie będzie stanowiło dla mnie problemu, żeby to zrobić.

Jestem wolna, robię to, na co mam ochotę, mam swój rozsądek, mam znajomych, najlepszych przyjaciół, pracę, wymarzoną szkołę i możliwości.
W przyszłym roku mam zamiar zatrudnić się na stałe, zdać prawo jazdy, wejść w dorosłość i zacząć planować życie troszkę bardziej poważnie.
O dziwo, właśnie o tym marzę w wieku 17 lat.
Chcę wykorzystać do końca moje dzieciństwo, odzyskać stracone lata, następnie dorosnąć.

Czuję, że czegoś mi jeszcze brakuje, ale jeszcze tego nie zlokalizowałam.
Czekam na ten moment, w którym zdam sobie sprawę z tego czym jest ten brakujący puzzel.



Wczoraj miała miejsce pewna dość specyficzna sytuacja.
Wybrałam się z Tomodachi na wieczorny spacer.
Poczułam się bardzo szczęśliwa przemierzając szlaki, którymi podążaliśmy lata temu.
Lubię te tereny.
Moja wieś, piękne widoki, zboże, lasy i zachód słońca - lepiej dla mnie być nie może.
Tak samo lubię spędzać czas razem.
Miło się powygłupiać w towarzystwie najbliższych.

W pewnym momencie przestałam myśleć realistycznie, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Weszłam na wysoką górę, z której wraz z zachodem słońca widziałam nieziemski widok.
Czerwone niebo, las z góry i ogromny horyzont wypełniony oświetlonymi na liczne kolory budynkami.
Rozłożyłam ręce na wietrze i krzyknęłam coś, do czego się nie przyznam. ;)

Zeszłam z góry, w tym momencie zrobiło się dość strasznie.
Jakbym oszalała.
To się wyda dość dziwaczne, ale na chwilę odeszłam od rzeczywistości.
Byłam przekonana, że przeszłam przez jakąś barierę, która zaburzyła mój dotychczasowy świat.

Oczywiście po chwili wróciłam do normalności, jednak do tej pory głowię się co właściwie się wydarzyło.
Ciekawe doświadczenie.



Odchodząc od poprzednich tematów, planuję w najbliższej przyszłości zabrać się za montowanie filmiku, który wraz z Tomodachi nagrywamy przez te wakacje.

Macie jakieś swoje sugestie i propozycje? A może chcielibyście mi udostępnić jakieś swoje chwile, które mogłabym zmieścić w projekcie?
Piszcie, będę zaszczycona. :)
 

 
Pierwsza poważniejsza praca.
W wieku niespełna siedemnastu lat postanowiłam porządnie wziąć się za siebie i zmienić swoje życie.
Oczywiście - nie boję się już kontaktu z ludźmi, to wielka zmiana, ale przecież to nie jest wszystko.
Zatrudniłam się na roznoszeniu ulotek po osiedlach.
Moja praca polega na naklejaniu naklejek i plakatów w specjalne, wyznaczone miejsca i tak jak wyżej wspomniałam - roznoszeniu ulotek.
Tak, biegam sobie przez całe osiedla w blokach od góry do dołu.
Nie oczekuję gratulacji i oklasków, ale chciałbym wspomnieć, że to nie jest taka prosta robota jak się wcześniej wydawało.
Po dwóch dniach pracy non stop ze stosowną przerwą na sen w nocy stwierdzam, iż moje nogi umarły.
Mniej więcej są posiniaczone i wymęczone.
Przy życiu utrzymuje je tylko (jak ja to mówię) nibymaść.
Szczerze? Jakoś mi to nie przeszkadza. Determinacja jest silniejsza niż ból! Poza tym nawet jeśli, to trzeba być mężczyzną, ból trzeba zaakceptować!
Chyba pod tym względem jestem feministką, może i nawet w większości przypadków.

Na szczęście pracuję z moim Tomodachi. Dzięki temu praca idzie szybciej, sprawniej i czas upływa milej.

Mamy za sobą już Żory, osiedle 700-lecia i Sikorskiego.
Przed nami Wodzisław i Jastrzębie, także drodzy Wodzisławianie i Jastrzębianie (?) - szykujcie się na odwiedziny dwóch jakże atrakcyjnych ulotkarzy o niebieskich włosach. ;)

Jako ciekawostkę dodam, że ludzie z którymi mamy kontakt dzięki owej działalności są w większości bardzo mili i uprzejmi. Trafiliśmy na wiele życzliwości, jednak nie w każdym przypadku.

Dzwonię na domofon do mieszkania pewnego obywatela Żor, grzecznie prosząc o otworzenie mi drzwi.
Oczywiście podaję powód wizyty, co szanowny Pan na to?
"Mnie nie obchodzi to, że Pani pracuje. Tutaj jest ZAKAZ tego typu działalności. Co rusz mamy tutaj pełno takich pracowników i absolutnie proszę o zaprzestanie działań. Zaraz zawiadomię policję, proszę stąd iść i nie wracać!".
Wytłumaczyłam, że w środku jest specjalne miejsce przeznaczone dla naszej firmy, więc to co robię jest jak najbardziej legalne i mam takie a nie inne zlecenie, więc nie "zaprzestanę działań". Bez sensu ciągnęłam dyskusję, szanowny Pan zastraszył mnie jeszcze raz komisariatem.
Odeszłam od klatki z jakże niekulturalną myślą "co za skurwiel". Bartłomiej jednak nie odpuścił.
Głupek dostał się do klatki, zostawiając szanownemu Panu roczny zapas ulotek. ;)
Ogólnie nie jestem za złośliwością, ale kultura za kulturę.
Tyle w temacie jeśli chodzi o moje zdanie na temat zachowania szanownego Pana.

Drodzy czytelnicy.
Zdaję sobie sprawę z tego, że w życiu bywa różnie i czasami mamy ochotę wyklinać cały świat z nerwów, ale bądźcie mili i kulturalni dla drugiej osoby. Ona też ma życie, też być może ciężko pracuje i nie ma na to najmniejszej ochoty, ale coś robić jednak trzeba.
Życzliwość się zwraca, na prawdę.
 

 
Jako wstęp, zapraszam serdecznie na mojego instagrama. :)
ri.kka - https://www.instagram.com/ri.kka/
[Wycięta sentencja, wstawić nową w razie pomysłu]

Przechodząc do dzisiejszego tematu, który ostatnio mi się przyśnił. Pomyślałam, żeby upublicznić swoje "krótkie" przemyślenia na temat zmiany mojej osoby na przestrzeni ostatnich lat, które przyniosły jednak dużo wspomnień.

Zaczniemy zdjęciem dość groteskowym.


Może zacznę od wspomnień związanych z owym dniem.
Hania - 2014 rok.
Dokładne migawki w mojej głowie mówią tyle, że to był dzień (praktycznie, bo było ich kilka) zerwania z moim pierwszym chłopakiem, którego oczywiście serdecznie nie pozdrawiam. Żartuję. Szczerze mówiąc dzisiaj żyjemy w bezkonfliktowej separacji z małymi wyjątkami, które wynoszą jedynie drogę do szkoły i uśmiechnięcie się do siebie na skrzyżowaniu w trakcie jazdy. Tutaj chciałabym podziękować mojemu Tomodachi, który pomógł mi się wyciągnąć z tak "ogromnego" bólu, jakim było pierwsze złamane serce, to on zrobił mi to zdjęcie.

Przechodząc do początku podsumowania mojej osoby, drugie zdjęcie, które jest na swój sposób dziwne.


Miałam owego czasu spore kompleksy.
A to zbyt duży nos, młodzieńczy trądzik, niedowaga, nie te włosy, nie te rzęsy, krzywe nóżki.
Od początku miałam w sobie duszę artysty, patrzyłam na świat z zupełnie innej perspektywy niż moi rówieśnicy. Nie zawracałam sobie nigdy głowy rzeczami tak przyziemnymi jak chociażby ubrania, czy chłopak jako ładny dodatek do torebki 14-latki. Chciałam tworzyć, spełniać się, polegać na moich przyjaciołach, przeżywać przygodę. Niestety moja ówczesna sytuacja zamknęła mnie w zupełnie innym świecie. Szykanowanie w szkole zatrzasnęło moje drzwi do marzeń jakie kiedykolwiek miałam. Porzuciłam je, uznawszy, że nie są mi wcale potrzebne. Moim światem stał się internet. Jednak na ten temat się nie będę rozwodziła, bo już nie raz o tym opowiadałam.


Miałam straszne kompleksy. Moim sposobem na powolne odsączanie stresu było przysłowiowe rozdrapywanie ran, jednak w dosłownym tych słów znaczeniu. Na mojej twarzy pojawiło się dziesiątki ran. Niektóre z nich zabliźniły się i zostały po dziś dzień. Teraz nie rozumiem na czym polegały moje kompleksy, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ja na prawdę chcę odstawać od społeczeństwa, być inną, być indywidualistką. Wtedy miałam wrażenie, że to moja jedynie wada.


Do dziś pamiętam słowa kolegi z klasy na przystanku.
Wyobraźcie sobie smutną, walczącą z samą sobą, niestabilną emocjonalnie i zniszczoną przez szykanowanie Hanię w sytuacji następującej - na przystanku do szkoły zaczepia ją kolega, którego także pozdrawiam.
-Hania, co Ty w ogóle masz na sobie? Nie dość, że cała na czarno biało, to szachownica do pasków? Żartujesz sobie? Może Ty jesteś nienormalna?
Pierw przeżyłam wewnętrzną dumę, kiedy wypowiedziałam następujące słowa
-To mój styl, ja tak lubię.

Oczywiście duma zgasła za tysięczną zwróconą uwagą. Wyczerpali mnie ludzie na siłę szukający zaczepki.
Ale ja nie o tym, to tylko jedna z sytuacji z życia, którymi nigdy się nie miałam szczególnej okazji podzielić.


No i wreszcie, wydarzenie, które tak bardzo zmieniło moje życie.
Ano, taki tam przygłup dołączył do mojego życia. A poznaliśmy się niepozornie, to była dość zabawna sytuacja.
Hania, wtedy zamknięta w sobie, smutna i żyjąca wyłącznie internecie wchodzi do szatni. Zatrzymuje ją pewien przygarbiony, chudy chłopiec
-Hej, masz przypinkę z anime?
Zwrócił uwagę na moją przypinkę, którą niechlujnie zszyłam dziurkę w czarnej, przydużej kurtce.
-Masz coś do tego?!
Zareagowałam dość agresywnie, spodziewając się kolejnego naskoczenia na mnie z powodu moich odmiennych zainteresowań na tle mojej bardzo konserwatywnej szkoły.
Okazało się, że owe zainteresowania dzielimy. Niedługo po tym wyszło, że mamy również wspólne przekonania, tematy i tym podobne. Zaprzyjaźniliśmy się, znaleźliśmy wspólny język, a dni przemijały znacznie szybciej spędzając ze sobą masę niezapomnianych chwil.

Tak poznałam mojego pierwszego najlepszego przyjaciela.

To był właśnie punkt zwrotny w moim życiu, symbolizujący rozpoczęcie życia poza wirtualnym światem. Od tamtego czasu wszystko poszło w lepszą stronę, która zaprowadziła mnie do lepszego jutra.

Niestety, jeszcze wtedy nie byłam gotowa zacząć żyć normalnie. Popełniłam niewybaczalne błędy, straciłam wszystko.


Minął dość długi czas, zanim poradziłam sobie z tym co się wydarzyło. Byłam zmuszona zacząć poszukiwać nowego szczęścia na własną rękę.
Zaczęłam walkę z błędami, które wcześniej popełniłam.
Znalazłam przyjaciół, zbliżyłam się do rodziny i poszukiwałam całkiem nowych ambicji.


Zmieniłam się dość intensywnie.

Kontynuując przebieg wydarzeń, miała miejsce pewna sytuacja.
Wyszłam na spacer ze znajomą, która miała zostać moją przyjaciółką, nawet najlepszą. Niestety to nie było to samo. Nadal miałam w głowie powracający smak tej prawdziwej przyjaźni, wiedziałam co ona znaczy i w owym czasie to na pewno nie był ten smak.

Niby dla zabawy, przypomniawszy sobie numer dawnego najlepszego przyjaciela - postanowiłam zadzwonić.
Oczywiście nie spodziewałam się, że ktokolwiek odbierze, było to dla mnie nierealne.
W słuchawce usłyszałam głos.
Nigdy tak bardzo jak wtedy nie byłam zaszokowana.
Dosłownie mnie zamurowało.
Odeszłam od koleżanki, zaczęłam rozmowę.
Zamieniła się w płaczliwe przeprosiny, oczywiście bardzo nieplanowane - nawet nie spodziewałam się, że tym samym uda mi się odzyskać coś tak ważnego.

W ten sposób odzyskałam przyjaźń.

Nie było to proste. Musiałam przejść przez dużo bolesnych sytuacji, zanim cokolwiek zaowocowało. Parzące pokrzywy i kujące ciernie doprowadziły do sukcesu.

W życiu najważniejsze jest, żeby walczyć o to, co naprawdę cenne. Przyjaźń to piękna rzecz, która utrzymuje uśmiech w krytycznych momentach.

Dzisiaj jesteśmy jak rodzeństwo, znamy się na wylot, wspieramy się nawzajem i walczymy o wspólne marzenia. Mam pewność, że to właśnie ta wyjątkowa znajomość, którą pociągniemy do deski grobowej (fragile dreams - hikari*), a może nawet jeszcze dłużej.
Kiedyś jako niebieskie diabły (bo gdzie nam do anielstwa) będziemy śmieszkować z tumblr loszek z Kami-sama*.

To taka przeciągnięta lekcja na temat walki o swoje.
Naprawdę, nie poddawajcie się nigdy, nawet jeśli myślicie, że przepadło.

*-Nie pytajcie.


Zaczęłam wychodzić na ludzi, że tak powiem.
Oczywiście gimnazjum musiało się skończyć, życie na nowo musiało się rozpocząć. Więc tak - nowa szkoła, nowy start.
Uważam, że dobrze zaczęłam.


Stawałam się pewniejsza siebie, zaczęłam kształtować swoje prawdziwe ja, z nadzieją patrzyłam w przyszłość.


W pewnym momencie zauważyłam, że zbliżam się do celu postawionego sobie dawno, dawno temu. Rzuciłam bycie aspołeczną, wyszłam do ludzi. Zawiązałam nowe znajomości, przebiłam się przez strach, który dusiłam głęboko w sobie.


Kontynuowałam dążenie do postawionych sobie celów. Zaczęłam się powoli wyzwalać z uciśnień, zapominać o negatywnych aspektach przeszłości.
Zdobyłam dwóch nowych przyjaciół, jeden z nich wkradł się w moje serce.


Aktualnie postanowiłam jeszcze bardziej przyłożyć się do spełnienia swoich marzeń.
Wyszczególnię może decyzję o ponownym spróbowaniu swoich sił w aktorstwie, o którym śnię po nocach.
Zmieniłam też swój kolor włosów na taki, który marzył mi się od zawsze, bez względu na opinie społeczeństwa na ten temat. Ja tego chciałam - ja to zrobiłam.
W przyszłym roku zdaję na prawo jazdy, przyłożę się do nauki, zdobędę doświadczenie w zawodzie do którego dążę i osiągnę jeszcze więcej, niż do tej pory chciałam.


Nie boję się.
Są rzeczy, których mi brakuje, nie do końca pozbyłam się demonów przeszłości.
Mimo to wiem, że dam sobie radę.
Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby było lepiej.
Osiągnę to, czego chcę, bo o marzenia trzeba walczyć.
Choćby nie wiem co.


A teraz zwyczajnie.
Szczególne podziękowania dla:
Bartłomieja Kociakupka
Mon
Kartofelek

Bez Was życie nie byłoby takie fajne.
Nieraz komplikujecie jak cholera, przyprawiacie o nerwicę, doprowadzacie do płaczu.
Jednak przede wszystkim przynosicie mi najwięcej uśmiechu i radości z życia.
Dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że mogę na Was liczyć do końca.
Co mi tam, dam sobie głowę za Was uciąć...

no, to nie mam już głowy. ;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie zastanawiałeś się kiedyś jak to byłoby rzucić to wszystko i uciec?
Nie myślałeś nigdy nad tym, jakby to było przeżyć przygodę rodem z amerykańskiego thillera?
Nie pomyślałeś nigdy o zrobieniu czegoś, czego Twój obecny świat Ci zabrania? Czegoś o czym marzysz w sercu, ale boisz się wcielić w życie?
Nie przemknęło Ci nigdy przez myśl ukraść coś i uciekać przed stróżami prawa na ogromnych budynkach najwyższych wieżowców?
Czy nigdy nie chciałeś być wolny?
Szczery z samym sobą, zgodny z uczuciami, nieustraszony przed lękami i emanujący odwagą?

Mam marzenie.
  • awatar Orzeszkowa<3: Każdy ma jakieś skryte marzenia :D A "Legion samobójców" bardzo fajny film ;)
  • awatar RainbowxD: Szkoda tylko, że mamy na głowach tyle różnych spraw, że na spełnianie marzeń już nie starcza czasu...
  • awatar chelsjesss: Ja tam idę za swoimi marzeniami :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
To był piękny, łamane przez tragiczny dzień.
Nie wiem, czy się rozdrabniać, jestem wykończona.
Może inaczej - skróty myślowe.
Zbiór skrótów.

*Nie próbuj na siłę upodabniać się do ludzi, których sam nie szanujesz.
(Chcesz być nastolatką niczym nie wyróżniającą się od innych mając w sobie coś więcej? Zastanów się i przemyśl to jeszcze raz. Jeśli odpowiedź brzmi tak - przemyśl. I tak do skutku.)

*Nie każdy zasługuje na drugą szansę.
(Owszem, zdarza się, że osoba faktycznie zasługuje. Czasem popełni stosunkowo mały błąd, czasem warto zacząć od nowa, ale jeżeli zostajesz oszukany, olany, zbesztany i opuszczony przez osobę [bo jej patologiczni przyjaciele tego od niej wymagają], nie wybaczaj - nie warto.)

*Nie ufaj.
(Przynajmniej nie wszystkim, niektórzy na zaufanie najzwyczajniej nie zasługują.)

*Nadstawiaj drugi policzek!
(Jeżeli na słowa "wietrze przestań wiać!", wiatr nagle tworzy niesamowity podmuch który powoduje, że upadasz na ziemię - wstań, parsknij śmiechem i idź dalej. Nie daj się tak łatwo.)

*Starannie dobieraj przyjaciół.
(Musisz potrafić odróżnić czy ktoś przyjaźni się z Tobą po to, żeby dać Ci coś od serca, czy po to, żeby się nachapać, wykorzystać Cię i wziąć co dobre dla siebie. Przyjaciel będzie stawał na rzęsach, abyś to właśnie Ty był szczęśliwy!)

*Nie załamuj się.
(Jeśli nie jest dobrze, to oznacza, że to jeszcze nie koniec gry.)

*Nie rezygnuj z marzeń. Tym bardziej nie z tego największego.
(Uwierz, że najciężej chcieć, zrobić jest już znacznie prościej. Jednak nie wszystko jest takie proste. Daj sobie czas, powoli dąż do wyznaczonego celu.)

*Zaufaj, będzie lepiej.
 

 
Jadąc sobie spokojnie do miasta, spotkałam dwie dziewczyny.
Jedna z nich od dłuższego czasu wita się ze mną za każdym przypadkowym spotkaniem.
Przyznam szczerze - nie kojarzę tej laski ani trochę.

Dzisiaj spotkawszy ową osobę, która razem z koleżanką dosiadła się do mnie w autobusie, dowiedziałam się mniej więcej kim ona właściwie jest.

Martyna, lat 14.
Co drugie słowo - niecenzuralne (inaczej poezja).
Miejsce zamieszkania - (cytat) "pieprzona, patologiczna wsiura".
Hobby - dziki seks bez zobowiązań (to dla niej już prawie legalne!)
Temat rozmowy - "Jak to jej pieprzona matka wpierdala makaron z ketchupem podczas ciąży".

Powiedzcie mi, bo czegoś tu chyba nie rozumiem.
Do czego to zmierza?
  • awatar Gość: tak btw to stosunek jest legalny, nie w wieku 15 lat lecz dopiero po ukończeniu 15 lat. PS: A jaki rodzaj makaronu jadła? Czy to był makaron "Amen" ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Łysy rumun zawsze prawił "jak zrzygasz się podczas treningu to wtedy to dobry trening" zapytacie pewnie wpierw jakiego treningu? A więc już mówię, chodzi o trening pływacki (muszę pływać ze względu problemów ze zdrowiem ale aktualnie przygotowuję się na ratownika)
http://b4.pinger.pl/17cef106c239f57d4bf32c8a5c93259d/Kagamine.Len.full.109041.jpg
Ale poprzez zabieg w grudniu to ostatnio pływałem bardzo mało... A kurs już 6 marca ehh ;c Ale wracając to tego ca na początku to dziś na treningu wymiotowałem, nie przyjemne ale jeśli to co trener łysy rumun mówił to powinienem być z siebie dumny xD
W sumie to lubię pływanie, mimo tego że cały czas na nie narzekam to to lubię... Najbardziej lubię płynąć dłuższszy dystans (np 1,5km bez przerw) wtedy czuję się jak ryba w wodzie XD
http://b2.pinger.pl/201fd41378d6412b51d84371af9819a2/free_iwatobi_swim_club_wallpaper_.jpg
Btw mam taki sam strój jak Nagisa tylko zamiast różowego jest białe c; A w sobotę trening na 6.30 życzcie mi powodzenia.
Ps: jutro idziemy z Tamashire na udzielać się charytatywnie
 

 
Od tygodnia siedzę sobie wygodnie na pupie i choruję.
Mimo samopoczucia i stanu zdrowia, nie powiem, że mi to nie leży. Właściwie tak mi nawet wygodniej.
Potrzebowałam tej przerwy od szkoły.
Taki dystans, refleksje i czas na przemyślenia.
Bo nie byłam szczęśliwa, wręcz przeciwnie.
Teraz mniej więcej wiem co powinnam w sobie zmienić.
Jeszcze nie wiem jak, ale zrobię to!

Jedno jest pewne - jeszcze długo nie pożegnam się z dzieciństwem.

Tak sobie myślę, że chyba wrócę do blogowania, fotografowania i nawet może lalek (kto wie?) pełną parą.
Wróciłam nawet do rysowania.
Bez tego wszystkiego czuję pustkę.
Dopadła mnie rutyna, a drobne rozrywki i spotkania z najbliższymi raz w tygodniu dają ogromną ulgę, która niestety mija już kolejnego dnia po fakcie.
Wtedy było inaczej.
Pasje, zajęcia, zainteresowania, ludzie zainteresowani tym samym - było pięknie.
No nic - spróbujmy jeszcze raz. :)
Mam nadzieję, że dam sobie radę i nie skończy się fiaskiem.

Tym razem nie kończę na słowach - daję słowo.
Blog - powoli się rozkręcam.
Rysunek, to na końcu wpisu. Dodatkowo zaczęłam pewną historyjkę w stylu mangi. Powiem więcej, nie jest źle, idę do przodu. :P
Fotografia.. to jeszcze zaczeka. Jestem w trakcie wynajdywania sprzętu.

Bez dalszego zbędnego gadania, zaczynam.
Mam pewien pomysł na dalszą tematykę bloga.
Nic, życzcie mi powodzenia! :)

Załączam swój pierwszy od długiego czasu rysunek (byle szkic, póki co) wykonany za pomocą tabletu graficznego.



Nie zapomnijcie dzisiaj o tłustym czwartku!
Dzisiaj odpuście sobie każde diety i ograniczenia.
Jeżeli tylko masz ochotę - zjedz coś słodkiego.
Pączka, może dwa.
Ewentualnie dwa opakowania. :)

A co! Spalać będziemy od jutra! :D

Pozdrowienia dla doświadczonego w "paleniu", co do spalania. Dodam, że może nawet czasem będzie się tu udzielał, czego efekty widzimy poniżej.
Jeszcze raz - serdeczne arigatou baka.

"Odpoczywajcie na Hawajach, bądźcie grzeczni"

Cześć, broma. :D
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Jest 21:21 w powietrzu unosi się odór kupci. A ja siedzę na łóżku. Lubię bardzo kotki. A bóg papież szkoły jest w ciąży i w pociągu, "szybko bo się spuścimy. ZNACZY! Spóźniomy."
- proszę daj to swojemu chłopakowi
- to nie mój chłopak.
- I tak nikogo nie oszukasz kochanienki
111oneoneone111WŁAM111oneoneone11

Ta kupa powyżej jest od tego gimbusa tokECCHI'ego. Nie lubimy go bo śmierdzi kupą boga Artura.
"ccssiiuuu"
 

 
Aktualnie - droga powrotna z Radlina. Jest godzina 19.59, jestem maksymalnie wyczerpana. Czym? Zacznijmy od początku.

Wczorajszego dnia z rana byłam na pogrzebie. To dosyć przykra sprawa, której nie powinnam poruszać w Internecie ("wierząc swoim racjom"). Powiem tyle, że samobójstwo w rodzinie to rzecz, w którą ciężko uwierzyć, a jeszcze ciężej się z nią pogodzić.

Kolejną połowę dnia wykorzystałam na refleksje, ciszę, i spokój w samotności.

Wieczór wyglądał zupełnie odwrotnie. Żeby odreagować poranny smutek, postanowiłam spotkać się z najlepszym przyjacielem (tomodachi). Oczywiście nie daliśmy się nie zauważyć, pomimo chęci zabawy w chowanego z pewnym 'Gangiem z Gimnazjum'. Doszło nawet do leżenia pod drzewem w kompletnej ciemności (tomo skończył na hubie:)).
Na ogół nie należę do pewnych siebie, jednak z Tokim zamieniam się w prawdziwego otaku, który nie boi się zawołać (prawie) nieznajome osoby do siebie, śmiać się przy nich z kupy, próbować sił w karate, śmiać się i świetnie się bawić. Było na prawdę super. Cieszę się, że mam obok siebie taką osobę. Kiedy wróciłam do domu, poczułam rychłą śmierć rozpalonego gardła. Zachorowałam, to na pewno.
Ale co z jutrem?
Rafał ma przecież urodziny, nie mogę go zawieść..
Nic, do jutra się wykuruję.

Jutro (znaczy obecne dzisiaj).
Gardło.. umarło.
Brzuch.. coś nie tak?
To, co w życiu każdej kobiety najpiękniejsze - jak to zwykle mawiam "krew z dupu".
Zazwyczaj nie przeżywam tego drastycznie, więc będzie dobrze - tak myślałam.
Rozmyśliłam się, kiedy brzuch zaczął boleć niemiłosiernie.
Myślałam, że umrę.
Pomyślałam, że muszę odwołać odwiedziny..
Nie.
Dam sobie radę - postanowiłam.Po tabletkach przeciwbólowych zasnęłam na kolejne 2 godziny.
Obudziłam się bez bólów brzucha, z nadal umierającym gardłem. "To się wyklepie", łamane przez "krzyżyk na drogę". E tam, jedziemy.
No i pojechałam.

Z początku nie było najgorzej. Jednak w trzecim autobusie praktycznie mdlałam. Usiadłam chwilę na ławce nieopodal domu Rafała. Ten po mnie przyszedł i pomógł dojść do domu nie rozsypując się jako tako ('w rozsypce jak w posypce cukru').

Zdrowa dawka cukru (kopiec kreta) podniosła mnie na równe nogi, cały dzień dobrze się bawiłam. Poznałam kawałek więcej rodziny Rafała, oglądaliśmy kolorowe openingi anime, i inne rzeczy które 'my' lubimy najbardziej.

Oczywiście, powroty są ciężkie.
Poczułam, że choroba zaczęła się we mnie powolnie wgryzać. Dobra, "everything is gonna be alright".
Przynajmniej dopóki nie uciekł mi autobus.
Uciekł w dosyć perfidny sposób, ale zostawmy to.
(Być może cudem) udało mi się dojechać o Żor.

Aktualnie jestem u cioci, czekam na kolejny autobus.
Mimo wszystko, te dwa dni dały mi przyjemną dawkę czegoś na kształt szczęścia.
Mam nadzieję, że do poniedziałku mnie nie rozłoży i fam radę w całości (nie w kawałkach) wrócić do szkoły.
Życzcie mi zdrowia. :)

Dziękuję za uwagę.
 

 
Zrozumiałam co się stało.
Nie mogłam sobie wytłumaczyć dlaczego przestałam pisać.
Brak czasu? Tak na prawdę jest go aż za dużo, w pewnym sensie.
Brak chęci? Miałam milion podejść, chęci nie brakowało.
Tematy? Tak samo, było ich aż na pęczki.
Co się stało?
Wraz z wejściem w nowe życie (technikum), zyskałam znajomych, przyjaciół i bliskich.
Również odzyskałam relacje z mamą... ale co to ma do rzeczy?
Więc tak.
Wstaję rano - (zazwyczaj) rozmawiam z przyjacielem, mówię wszystko co mam w głowie.
Idę do szkoły - rozmawiam przez telefon, wygaduję się z problemów, przeróżnych spraw, poruszając wiele tematów.
W szkole rozmawiam z kim popadnie. Jak wcześniej - mówię co mam w głowie, nawet jeśli jest to głupie, szalone, czy wykraczające ze standardów "normalności".
Wracając ze szkoły słucham muzyki *lub* rozmawiam przez telefon kontynuując rozmowy rozpoczęte w szkole.
Przed snem rozmawiam z mamą. Godzinny monolog na temat tego, co aktualnie mi w głowie siedzi, potem telefon...
Wszystko co miałam w głowie, a przenosiłam na bloga, teraz przenoszę w prawdziwe życie, rozmawiam.
Dlatego nie potrzebuję tego "wypisania się", jak dawniej.

Za szybko stwierdziłam, że "nie potrzebuję".
Myślę, że z natury jednak jestem introwertykiem.
Nie potrafię być duszą towarzystwa.
Chciałam być w centrum uwagi, mieć furę znajomych, miałam ochotę na popularność.
Nic z tego.
Miałam dzisiaj taką sytuację.
Po 17 latach bycia blondynką, zrobiłam się na marcheweczkę.
Rzadko jestem zadowolona z własnego wyglądu, ale tym razem na prawdę spodobał mi się mój nowy image.
Już czułam na sobie spojrzenia, zainteresowanie moją osobą kolejnego dnia w szkole. Chciałam tego.
Chciałam, do momentu samego faktu dokonanego.
Sytuacja:
Przekraczam drzwi szkoły, wszystkie spojrzenia wlepione we mnie, w końcu to dosyć duża zmiana. Słyszę komplementy, miłe słowa osób które znam.
Finał:
Tu się nie rozpiszę. Uciekłam.
Zamiast cieszyć się tą niby "popularnością" za którą się tak ślepo uganiałam... po prostu uciekłam.
Zwiałam.

Nie będę bawić się w zabawę dla ludzi bez osobowości.
Chcę pozostać sobą, nawet jeżeli miałoby to oznaczać kontynuowanie życia introwertyka.
W porządku, jeśli to jestem ja, tak zrobię.

Swoją drogą #1
Byłam przerażona faktem mijania czasu.
Czułam, że dzieciństwo mi ubiegło.
Czułam, że teraz już "muszę" być dorosła...
Mimo to, że już nie mam czternastu lat, nadal mam problemy typowej nastolatki.
Nie, to jeszcze nie jest ten czas.
Dzieciństwo jest czymś pięknym, przy czym ma się je tylko jeden raz, odchodzi bezpowrotnie.
Mimo to, w każdym dorosłym jest dziecko.
*Odnośnik do reklamy "odkryj w sobie dziecko"*

Swoją drogą #2
O tym napiszę kiedy indziej...
  • awatar Kwas Pruski: Oczywiście rozumiem że zawsze przychodzisz tu dopiero, jak już nic nie wiesz co robić, i że to dlatego te twoje wpisy często są takie. Powiedz chociaż, czy pisząc tak w przestrzeń swoje przemyślenia, oczekujesz wtedy jakiejś odpowiedzi, czy może wcale? Zawsze mnie to zastanawiało, piszesz i znikasz, na następne kilka miesięcy, a ja potem rozważam czy radzić coś czy może się zamknąć i nie wtrącać... nie chcę by moje komentarze brzmiały kiedykolwiek niemiło. Ale czasem żal patrzeć na twoje dylematy i zawsze ci kibicowałam żebyś przestała tak się wahać i rozmiękać, to są w zupełności pozytywne chęci z mojej strony...
  • awatar Kwas Pruski: Tak jednoznacznie kojarzysz mi się z chaosem. Odkąd tylko cię tu obserwuję, nieustannie się rzucasz i martwisz rzeczami, które mi by nawet przez myśl nie przeszły (że się da nimi martwić). Liczyłam, że w końcu znalazłaś gdzieś jakiś spokój. Jednak nie? Eh. Rozluźnij myślenie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy poczatek jest zarazem bolesnym koncem, ale w pewnym sensie nadal jest tym poczatkiem, jednak bedac wciaz koncem...
 

 
Są plusy dodatnie i są plusy ujemne.
Er ha minusy, er ha plusy, albo jeszcze inne minusy plusowo dodatnie.
Życie, naucz się go na pamięć.
 

 
Urodziny rozpoczęły się niezwykle marudnie i antypozytywnie. Wydaje Ci się, że nikt o Tobie nie pamięta, wszystko i wszyscy po prostu są głupi. Postanawiasz iść spać.. Budzisz się 2 godziny później o 4.15, piszesz z crushem, dzwonisz do crusha (plusowi dzięki za nielimitowane), rozmawiasz z crushem, coraz bardziej odkrywacie jak bardzo do siebie pasujecie. Rozmawiacie o waleniu fiszbinowym, alkoholu etylowym, amebie, fermentacji, pantofelku, psychoPatkach... Śmiejecie się jak konie, płaczecie jak bobry, a Ty uświadamiasz sobie, że masz niesamowitego crusha, który zmienia Twoje życie z głupiej papki na genialną papkę. Najlepsze, że Ty też jesteś crushem swojego crusha, ale jesteście tylko przyjaciółmi. Friendzonefriendzonefriendzone.

Wiem, nie wiecie o czym Tamaszir nadaje, ale jest godzina 5.30, spałam tylko chwilę i nie czuję się zdrowa psychicznie.

To jednak będzie dobry dzień.
Dzięki, crush

All I want for christmas is food xD
Od jakiegoś czasu żyję świętami.
Słucham świątecznych piosenek, gapię się co rano za okno w poszukiwaniu śniegu, rozważam powieszenie w pokoju lampek świątecznych...
Kto tu mówi o normalności?

Happy birthday for me (>^¥^<)


 

 
Będę okropną matką.
Najlepiej, gdybym w ogóle nią nigdy nie była, skoro NAWET nie zauważyłam trwającego dwa tygodnie zniknięcia kociego syna.
To jest powód, dla którego nienawidzę dzieci.
Po prostu czuję, że ten temat mnie przerasta.

Dzień przed urodzinowy.
2 października 2015.
Hania sama siedzi w domu, umęczona grypą.
Jednakże musi sprzątać, gotować, prać i kij wie co jeszcze - jutro przychodzą goście.
Do tego właśnie zdała sobie sprawę z tego, że jej ukochanego kotka po prostu nie ma.
Feliks... nie wiem co się nawet stało.
Nie rozumiem tego.
Jak mogłam być tak zaślepiona nieistotnymi sprawami?
Moje życie to był wyjazd "do" Rybnika i "z" Rybnika - tyle.
Po prostu wszystko "prócz" Rybnika było nieważne.
Nagle uświadamiam sobie, że kochana cząstka życia odeszła, a ja nawet nie raczyłam tego zauważyć.

To nie będą dobre urodziny.
Aczkolwiek Tamara miałaby już 3 lata.
Kolejny powód do "szczęścia".
Co mi przyszło do łba, żeby się jej pozbywać...
  • awatar Clawdeene: Ach, a ja jeszcze pamiętam, jak tyle wyczekiwałaś na Tamarę ♥ Czuję się staro teraz
  • awatar Tamashire♥: @My Blythe World: Właściwie tak, nie odpisuje. :(
  • awatar My Blythe World: a pisałaś d Agi może udałoby ci się ją odkupić skoro tak tęsknisz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›