• Wpisów: 1287
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 88 dni temu, 17:14
  • Licznik odwiedzin: 98 700 / 2450 dni
 
operetta124
 
Jestem zaintrygowana faktem licznika odwiedzin tak dzielnie sunącego ku przodzie, mimo braku systematyczności postów.
Jestem wdzięczna, też czuję się wręcz zobowiązana do naskrobania czegoś. Jest to bardzo miłe zobowiązanie.

Ostatnio przytłaczają mnie pewne sprawy, które nie należą do prostych i do opisania tutaj.
Może rzucę takimi luźnymi motywami, żeby określić w miarę sytuację.

Zastanawia mnie, czy nie mogłoby być inaczej. Z drugiej strony jest pytanie, czy byłabym w stanie rzucić obecną sytuację dla tej, którą sobie wyimaginowałam.

Myślę, czy w ogóle moje starania coś dają. Czuję, jakbym mimo postępów wiecznie stała w miejscu. Jakbym była i tak bez możliwości na lepszą sytuację.

Nie wiem czy robię dobrze. Jedno mówi rozum, czego innego chce serce. Jednak czy posłucham się tego, czy tego - stracę zbyt wiele. Na razie trzymam się przy tym, przy czym tracę najmniej - czy słusznie?

Zastanawia mnie czy nie powinnam obrać zupełnie innego kierunku. Nie wiem, czy nie powinnam zmienić wszystkiego o 360 stopni, zaczynając wszystko od nowa. Ten tydzień był dla mnie destrukcją. Spędziłam go separując się od najlepszego przyjaciela, myśląc o tym co powinnam dalej zrobić. Wiele razy płakałam z bezradności, siadając z głową uniesioną ku niebu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nadal nie wiem. Nie wiem nic. Wiem tylko to, że jestem zmęczona. Wiem ile rzeczy poszło w zupełnie złym i nieprzemyślanym kierunku. Wiem ile straciłam i wiem jak te straty mnie wyniszczają, a ja to wszystko ciągnę dalej ponosząc coraz większe obrażenia.

Staram się nazwać swoje uczucia, swój ból i radość.
Nie rozumiem skąd się biorą i z czego wynikają.

Mimo, że minęło sporo czasu, nadal się nie odnalazłam i być może zagmatwałam to wszystko jeszcze bardziej.

Naszły mnie znowu te przemyślenia.
Jest weekend! Idę się zabawić, zapomnieć.
Jak co weekend...

last ver.jpg

Nie możesz dodać komentarza.