• Wpisów:1360
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:88 dni temu
  • Licznik odwiedzin:98 713 / 2450 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Urodził się w Torreon, w stanie Coahuila.
Jako 5-letnie dziecko, zgubił się w mieście.
Odnalazł go Czerwony Krzyż (międzynarodowy ruch humanitarny, zrzeszający około 97 milionów wolontariuszy na całym świecie, stworzony aby chronić ludzkie zdrowie i życie.)
Mieli zamiar przenieść go do sierocińca, jednak wolnych miejsc nie znaleziono.
Tym samym trafił do pobliskiego poprawczaka, gdzie nabył złych nawyków.
Jakiś czas później, adoptowała go pewna amerykańska rodzina.
Zamieszkał w Stanach Zjednoczonych.
Niestety, jego nowi rodzice nie potrafili poradzić sobie z jego zachowaniem, które wyniósł z meksykańskiego poprawczaka.
Został ponownie odesłany do Meksyku, skąd przyjechał.
Tam przez 8 lat zmagał się z depresją i ciężkim życiem na ulicy.
Pewnego dnia, Pablo odkrył swój talent do śpiewu, dzięki przyjacielowi o imieniu Joel.
Podarował on mu magnetofon, z którym bezdomny zaczął śpiewać.
Pablo rozpoczął swoją działalność w metrze, ponieważ tam trafiał do największej publiczności, a i mógł również liczyć na zarobek w tamtym miejscu.
Poszukując szansy na lepsze życie, postanowił udać się do meksykańskiego Mam Talent.
Można się domyślać, iż nie wyobrażał sobie, jak bardzo zachwyci jurorów i publiczność.
Swoim występem zdobył serca tysięcy ludzi, wygrał konkurs, a wraz z nim 1.000.000 Pesos Meksykańskich (250 tysięcy złotych) i co najważniejsze - szansę na nowe, lepsze życie.

Występ Pablo w México Tiene Talento 2014.




Marzenia są po to, aby je spełniać.
  • awatar Tamashire♥: @Catty Noir Official #LindseyStirling: Mądrze to ujęłaś :)
  • awatar Catty Noir Official #LindseyStirling: Jedyne co można powiedzieć do tej historii która ujmie wszystko co jest zawarte w twojej wypowiedzi to: "Będąc na samym dnie, możesz tylko się od niego odbić. Bo będąc na dnie, nie zejdziesz niżej".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zamiast Wielkanocnych jajek, postanowiłam zrobić babeczki. Uwielbiam bajkowe motywy, więc kupiłam oczywiście babeczki Gellwe.




Okazało się, że zrobienie babeczek to żadna filozofia. Nawet ktoś tak głupi (w kuchni) jak ja, jest w stanie je zrobić.
Kuchni w każdym razie spalić nie spaliłam. xD




Brązowe babeczki gotowe. Czas na "księżniczkowe", to znaczy różowe.
Na pudełku również były brązowe, omalże nie dostałam zawału, kiedy masa okazała się różowa. Z początku myślałam, że pomyliłam saszetki. Na szczęście babeczki się upiekły, a zarazem - mi się również upiekło. :)














Czas na kakaowe!






Przyszedł czas na krem, lukier i posypkę.


Krem w moich ukochanych, pastelowych kolorach.








Macie jakieś fajne pomysły na Wielkanocne wypieki? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Tak sobie myślę...
Problem łączący dwie osoby - czy jest on lepszym problemem, od problemu tylko jednej osoby?
Teoretycznie we dwójkę raźniej... ale co, kiedy jedna osoba jest pozostawiona samej sobie?
Problem wtedy boli z samego faktu, iż jest on problemem, do tego jednak dochodzi cierpienie z powodu opuszczenia przez drugą osobę, która również jest związana z problemem.
Czy uczucie samotności jest wtedy jeszcze większe?
Wydaje mi się, że tak.

Wolelibyście mieć taki problem, o którym nikomu byście nie powiedzieli, czy taki problem, który byście z kimś dzielili, jednak ta druga osoba nie byłaby wtedy przy Was, przez co nie mielibyście żadnego wsparcia?

A może na jedno wychodzi...?

Znowu komplikuję sobie życie, wiem. Może hiperbolizuję, a może słusznie przeżywam? Nie wiem. Niedługo się okaże.


Macie jakieś sposoby na odwrócenie uwagi od Waszych problemów?
  • awatar Kwas Pruski: Co do tego co mówisz o dzieleniu problemów. Nie wiem, nie mam doświadczenia (znowu. ja nie mam doświadczenia w większości rzeczy, które tyczą się WSPÓLNEGO źycia, myślenia czy cierpienia.) ale wydaje mi się że to może być wbrew temu co piszesz mniej destrukcyjne niż problem samodzielny. Takie implodowanie do środka może być okropne, kiedy problem nosi się w sobie samemu, i co gorsza nie można wtajemniczyć w to nikogo. Z drugiej strony pisząc o problemie wspołnym zaznaczasz, że chodzi ci o problem który DOTYCZY kogoś ale jednak nie można złapać z tą osobą kontaktu więc nie ma dzielenia jako takiego. I teraz moje pytanie: czy to to (ten brak kontaktu) jest istotą problemu samą w sobie? Bo jeśli nie, to to już są dwa problemy, z tym że ja już bym jeden z nich starała się wyeliminować.
  • awatar Kwas Pruski: Problem. Samo to słowo sprawia, że próbuję zgadnąć, co tak naprawde może się za tym kryć. Osobiście bardzo lubię niektóre problemy, do momentu kiedy można je rozwiązywać; ale to jest taki rodzaj moich "pozytywnych problemów" które są pozytywne pod względem tego że wyrywają mnie ze stagnacji. Jeśli chodzi jednak o problemy naprawdę przykre, zmartwienia, oczywiście ich nie lubię. Nie toleruję. A więc i nie dopuszczam. Dopuki mogę. Ogólnie rzecz biorąc wszystko zależy. Większość czasu spędzam wypierając z umysłu wszystkie paprochy, które mogłyby zakłucać jego efektywne funkcjonowanie, nagle jednak moze się stać tak że cały świat wydaje mi się takim paprochem i spędzam (a może spędzałam) kilka godzin siedząc na podłodze robiąc nic i nie mogąc pozbyć się wrażenia że nie ma przede mną żadnej szansy na udźwignięcie ów świata.
  • awatar Kwas Pruski: W jakiś sposób skomentowałam twój poprzedni wpis a tego nie zauważyłam, dobrze że weszłam ogólnie na twój blog to ujrzałam i to. Trolololo, więc pisze kolejny komentarz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam.
Dawno mnie tu nie widziano, czyż nie?
Dlaczego? To niezbyt skomplikowana sprawa.
Brak weny, dół psychiczny, szkoła, stres i życie poza tym wszystkim.

Nie narysowałam nic sensownego przez długi czas.
Mam totalny brak weny, nic mnie nie inspiruje, nic nie interesuje.
Skąd ten dół?
Utrata najlepszego przyjaciela jakiego się w życiu miało sprzed sześciu miesięcy zaczęła boleć na nowo, ze zdwojoną siłą. Rana się ponownie odarła, wdało się zakażenie.
Usiłowałam sobie z tym poradzić... ale jak, kiedy chciałam nie płakać, zarazem nie zapominając o osobie, przez którą wylewa się tyle łez?
Nie łatwo jest CHCIEĆ zapomnieć.
Ostatni raz przesłuchałam "nasze" piosenki, ostatni raz spojrzałam na "nasze" rzeczy, które przywoływały wspomnienia o naszych szczęśliwych chwilach...
W końcu się zdobyłam, wyrzuciłam wszystko.
Nie zostało nic.
Mój pokój stoi pusty.
Nic się nie zmieniło, ciągle jest tu kolorowo. Jest bałagan, są porozrzucane kosmetyki i pełno kubków - jak zawsze... ale bez "tych" rzeczy jest tu pusto, szaro.
Biała tablica na ścianie "po lewej" została pusta.
Teraz już wiem, że powinnam ją zapełnić nowymi wspomnieniami, nowymi przygodami, przyjaciółmi.
Nie wiem w jaki sposób i czy kiedykolwiek znajdę taką przyjaźń, jaką niegdyś było mi dane przeżyć, jednak wierzę w siebie, i wierzę, że kiedyś znajdę coś, co zapełni to puste miejsce.
Czas rozpocząć nowy rozdział w życiu.
Rozdział, na który mam już pewien plan.
Trochę to potrwa, ale spodziewajcie się nowej mnie, już niedługo!
Czekajcie na kolejny wpis niebawem, jeszcze tu wrócę.


Prosimy o komentarze dla Irysa!
Irys chciałby wiedzieć ile Was tu jeszcze zostało! :)
Irys zapłać!

Dobranoc!
  • awatar Kwas Pruski: Żeby w moich słowach było coś jeszcze, poza moją typową brutalną metodą wytkniecia co mi się nie podoba w twojej postawie; powiem, że, wierz lub nie, po pierwsze nie jesteś taka zła i wkurzająca jak mogłoby wyniknąć z dwóch moich poprzednich komentarzy, a po drugie znajdziesz jeszcze sobie równie dobrych lub dużo lepszych znajomych. To może brzmieć mało przekonująco, ale ostatnio nawet ja stwierdzam, że z odpowiednim podejściem da się wyciągnąć z społeczeństwa jednostki na poziomie, a jeśli NAWET ja mam te odczucia, to musi coś w tym być.
  • awatar Kwas Pruski: Ja mam wszelkie moje powracające depresje egzystencjalne ale nigdy nie dzieją się one z powodu ludzi i przyjaźni więc znowu nie będę mogła ci pomócz powodu braku doświadczenia w porażkach znajomościowych... hmm. Widzę u ciebie duży problem w samowystarczalności i byciu niezależną jednostką do której znajomi są jedynie dodatkiem. Jesteś strasznie łatwa do złamania, wystarczy usunąć lub zmienić ci jakiegoś człowieka z otoczenia. Ludzie z taką postawą przegrywają życie bo są zbyt słabi.
  • awatar Kwas Pruski: Znowu się przejmujesz. Jak można wyrzucać rzeczy (choćby z umysłu)? Nigdy bym tak nie postąpiła, nawet jeśli dotyczą smutnej lub złej sprawy, ba, tym bardziej. Nigdy nie kasuj danych. Wszystkie one składają się na twoją historię i takie wyrzucanie i robienie non stop "nowych rozdziałów" jest conajmniej niepraktyczne, bo zamiast kumulować w sobie doświadczenie, zawsze będziesz nowa, zagubiona, zdziwiona i poszukująca; w dodatku z niechęcią do pewnych części samej siebie. Opanuj się, pomyśl jaka chciałabyś być i bądźże taka, nie wierzę że podoba ci się takie ustawiczne rozwalanie. A można wiedzieć co tak właściwie się stało?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Życie jest jak gra w szachy.
Jeden zły ruch, a Twój pionek zostaje zbity.
Rozgrywka staje się stresująca.
Usiłujesz odzyskać honor po stracie tak ważnego pionka, jednak skutek jest odwrotny - tracisz ich coraz więcej.

Wiem, to chwilowe załamanie - po burzy zawsze przychodzi słońce, zawsze.
Wiem to, wiem.
Nie mogę się załamywać.
Teraz najważniejsza jest szkoła, przyszłość.
Jednak to przykre nie mieć nikogo z którym mogłoby się cieszyć z jakiejś tam piątki z biologii na przerwach, a jeśli już taką osobę mam - niszczę tą znajomość strachem przed stratą.

Nic, czekam na słońce.
Jutro napiszę coś więcej, tak myślę.


  • awatar Gość: Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Niedługo dostaniesz się do nowej szkoły i jestem pewien, że tam znajdziesz przyjaciół. Cieszę się razem z Tobą z tych świetnych ocen, gratulacje. PS. Śliczny rysunek, zresztą jak Twój każdy. Trzymaj się, tęsknie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Warszawa 2015.
Chyba wiecie już, że jednym z moich największych marzeń jest to miasto.
13 lutego wyjechałam na wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik.
Jak było?
Tak samo, jak za dwoma poprzednimi razami.
W Centrum byłam już dwukrotnie, to był mój trzeci raz.
Pojechałam tam tylko ze względu na całodniowy pobyt w Warszawie.

Miasto przywitało mnie ciągiem graffiti, które zwróciło na siebie moją uwagę.









Warszawa... Warszawa... coraz więcej Warszawy!







Poczułam się jak Azjatka z aparacikiem w ręku, pstrykająca zdjęcie każdemu koszu na śmieci.
Zdjęcia nie są najlepsze, jednak robione były przez szybę autobusu, błagam o wybaczenie. :)



Okropnie niewyraźne, ale jednak jest - Stadion Narodowy.


Aż ciarki przechodzą na samą myśl o filmie "Tunel".




Oczywista sprawa - Znak Polski Walczącej.







Przez Centrum Warszawy niestety nie przejechaliśmy, jednak na horyzoncie coś tam jednak zobaczyłam...




No nic, tęskniłam.



Centrum Nauki Kopernik.




Na koniec - nowa postać.
Ma na imię Valerie.
Może kiedyś ją precyzyjniej narysuję, być może kiedyś Wam o niej opowiem.



Miłego poniedziałku - dla tych, którym z dniem jutrzejszym kończą się ferie 2015.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zasypało!
Nie ma to jak poranna śnieżyca.
Śniegu pełno, nic tylko... siedzieć przy okienku i spoglądać na zaśnieżone ulice.
Pozdrawiamy Panią Anginę.
A, wiecie co?
Marzy mi się kulig. Taki prawdziwy kulig.
Może kiedyś uda mi się samej coś takiego zorganizować, ale na większą skalę?
Dorosła Hania prowadzi samochód, za nią pół wsi na sankach! Świetny pomysł, haha!
Kiedyś widywało się pełno dzieci na dworze, kiedy tylko spadło choć trochę śniegu. Matki ciągnące na sankach swoje pociechy, cokolwiek. Dzisiaj... ni widu, ni słychu. Nie ma nikogo. Ledwie co jakiś maluch na górkę pośpiesza. Może za "moich czasów" było więcej dzieci? Może po po prostu świat się zmienił, a maluchy wolą zagrać sobie w jakąś grę na tablecie, niż wyjść i ulepić bałwana?
Wiecie, mój 11-letni brat z domu rusza się wyłącznie do szkoły. Poza tym całe dnie spędza niemal wyłącznie na grze na laptopie. Kiedy przyjdzie do niego kolega - ten, zamiast odłożyć laptop i wyjść z nim na dwór pobawić się w... cokolwiek, wręcz przeciwnie - gra razem z nim.
Niby mnie to wszystko nie dotyczy, jednak jest mi przykro.
Siedzenie przy oknie byłoby o stokroć milsze, widząc rozbawione, czerwone twarzyczki małych dzieci w kolorowych szalikach uszytych przez babcię.










Jestem niezmiernie sentymentalnym człowiekiem.
Każdego dnia wspominam swoje wczesne dzieciństwo.
Każdego dnia ubolewam nad tym, jak bardzo wszystko się zmieniło.
Chciałabym, będąc dorosłą kobietą widzieć, jak moje dzieci przeżywają dokładnie to, co ja przeżywałam w wieku 1-8.
Teraz widzę bezsens dzieciństwa.
Kiedyś, bez tej całej nowoczesności i technologii dzieci miały coś, czego "dzisiejsze" dzieci nie mają. To nie znaczy, że rodzice "dzisiejszych" dzieci robią coś źle, jedynie to, że ja widzę tą różnicę dnia dzisiejszego, a tego sprzed paru lat. Ta różnica nie ma nic wspólnego z tym, że mam dzisiaj 16, nie 4 lata.
Nagle zrobiło się jakoś smutno...


No nic, zapraszam na kolejny wpis, który ukaże się prawdopodobnie dzisiaj.
Będzie miał coś wspólnego z nowym tłem.
Domyślacie się o co chodzi? ;)
  • awatar Gość: Zgadzam się, ostatnio, wyszłam z przyjaciółką ze szkoły, zobaczyłyśmy śnieg i runęłyśmy na niego, aniołki, bitwy, koślawy bałwan xd Dopiero gdy my zaczełyśmy sie bawic, inni sie dołaczyli, nie wiem, moze sadzili ze to dziecinne? Po kilku minutach zamiast 2 osób, było 20 xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Parę dni temu zastał mnie śnieg!


Dzisiaj już jest go mniej, jednak grunt, że dalej sypie!


Jak wyglądał mój pierwszy dzień ferii?
39 stopni gorączki, wściekły kaszel, katar i niesamowity ból głowy.
Co gorsza, mój drugitrzeciczwartypiąty dzień wyglądał tak samo.
Zatem znalazłam sobie miejsce przy oknie, przytargałam ze sobą stos kołder i poduch, wypożyczyłam... no właśnie, co? O tym zaraz. Po prostu wynalazłam sobie fajne miejsce, gdzie sobie hibernowałam parę dni.


Książki! Stosik książek!
Wiem, nie lubię czytać, wiem.
Nie lubię czytać, jednak kiedy książka jest na prawdę interesująca... to w sumie dlaczego nie?
Dni spędzone na odmóżdżaczach (serialach) były tragiczne. Czytanie mniej wykańcza (i nie odmóżdża :D).


Nie jestem dobra w recenzjach książek, więc powiem jedynie, że książkami godnymi polecenia są "Nienawiść" i seria "Dziennik Cwaniaczka".
Gorąco polecam, Magda Gessler.


Co piję w czasie choroby?
Herbatę. Herbatę. Herbatę.
Gorącą, cytrynową herbatę.
Wspominając, że nienawidzę gorącej herbaty.
Tym razem, żeby tylko kaszel dał mi spokój muszę pić wręcz wrzątek. Pomaga, ale mało mi brakuje do zwariowania. Piję sobie gorącą herbatkę, podczas kiedy w środku aż mnie ściska - pragnę lodowatej, niebieskiej oranżady.


Tak sobie choruję i myślę o szkole.
W sumie... czy nie jest lepiej chodzić do szkoły?
Takie wieczne leżenie, czytanie i przeglądanie seriali potrafi wymęczyć człowieka bardziej niż praca, na prawdę.


Tak siedzę sobie, i co widzę? Tablicę z różnościami. Mam takie dwie - styropianowe tablice wspomnień. Jedna jest zapełniona szczegółami z przeszłości, a druga listami od Was, których było parę. Za każdym razem, kiedy dostawałam takowy list omal nie płakałam ze wzruszenia, to bardzo miłe...


Przy okazji "zahaczymy" o moją kotkę, Yattę.
Uwielbiam koty, więc i ona musi mieć tutaj swoje pięć minut. Tylko spójrzcie, jaki aniołek!






A zarazem jaki głupi ten aniołek...



Przepraszam za ten chaos, ale trochę mnie tu nie było, od czegoś trzeba zacząć... c:
Życzę miłego dnia!
  • awatar ~Pasiuuu~: Myślę, że śnieg wszystkich zaskoczył XD Masz prześlicznego kotka :3
  • awatar Tamashire♥: @gość: Pomyłka, cyferki się pomieszały. Dziękuję za uwagę :)
  • awatar Gość: o ile sie nie myle, goraczka jest od 38 stopni, a 37 to stan podgorączowy, 29 to bardzo mocne osłabienie organizmu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wszystko zmierza w dobrym kierunku, tak sądzę.

Oceny poszły w górę (na reszcie!), nie jestem aż tak sama, jak niegdyś byłam, do tego na reszcie nauczyłam się sama cieszyć szczęściem, zamiast na siłę próbować uszczęśliwiać ludzi obok mnie.
To głupie. Mieć stery nad szczęściem innych ludzi, utrzymywać ich dobre samopoczucie, a samemu być nieszczęśliwym.

"Nowa era"
W "Nowej erze" Hania wyzbywa się wstrętu do kręconych włosów, zamiast prostować - lokuje włosy.
Nasza bohaterka ma dość swojego oburzenia, kiedy to wiatr zwiewa jej idealnie proste i ułożone włosy na każdą inną stronę. Loki mają to do siebie, że mogą być nieokrzesane i "nieogarnięte", Hania może przestać obawiać się odstających kłaków na wszystkie możliwe strony świata.
Sama czuje się jak księżniczka w nowej fryzurze.



Można powiedzieć, że zamieniam się w lekką włosomaniaczkę.

Co u Was słychać?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z jednej strony czuję się dobrze, wszystko się układa. Z drugiej strony wiem, że tracę coś, co ma dla mnie wielkie znaczenie.
Może powinnam na jakiś czas po prostu zniknąć?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Samotna wycieczka do Jastrzębia.
Pierw dotarłam na przystanek, stamtąd miałam udać się do Jastrzębia. Bałam się, nie wiedziałam gdzie wysiąść, ale na szczęście w autobusie znalazł się kolega z teatru (Pan Aktor) i podpowiedział, kiedy mamy wysiadać. Sam Teatr był świetny, owacje oczywiście na stojąco. Następnie przeszłam się po mieście, było miło. Kupiłam sobie czapkę. przyda się, bo ostatnimi czasy strasznie wieje, a wiadomo, że wiatru się boję. Następnie pod wieczór zostałam parę chwil w okolicach, które trochę przypominały rynek, kiedy usłyszałam, że gra koncert zespół Akurat. Zorientowałam się, ponieważ "akurat" grali swój hit "Lubię mówić z Tobą" - moją ukochaną piosenkę z dzieciństwa, której tekst pamiętam po dziś dzień, a było to dosyć dawno temu. Nagrałam nawet filmik. Było to moim marzeniem z dzieciństwa, by ich usłyszeć na żywo, a udało się przypadkiem. Droga powrotna bez problemów, w 35 minutek dotarłam do Żor, stamtąd do domu.

Może trochę bez entuzjazmu piszę tą notkę, jednak jestem bardzo zmęczona, to był naprawdę świetny dzień.
Następna "samotna wycieczka" - Katowice.


Gołym okiem dało się zauważyć jak bardzo Hania była zestresowana. Pierwszy raz samotnie oddaliła się od domu trochę dalej niż zwykle. Małymi kroczkami do przodu, prawda?


Hania pojechała do niewielkiego miasta, jednak w głowie miała ogromną (jak dla niej) Warszawę...



Hania zafascynowana (w szoku) "Lubię mówić z Tobą" z dzieciństwa, tym razem w wersji na żywo.


Tego... nie komentujmy...


Tego... również nie komentujmy...
  • awatar TheJust's♥: Ale super rysunki ! Ja też się trochę boje chodzić gdzieś sama... Nawet u mnie w mieście ... ;_;
  • awatar *Firefly*: W Warszawie byłam kilka razy. Na koncertach, lub u znajomych. I jakoś nieszczególnie podoba mi się samo miasto, chociaż w sumie dobrze się bawiłam :D
  • awatar Nika483: Rysunki są na prawdę świetne! :D A podróżowanie nawet w bliskie rejony czasami przynosi niezapomniane przeżycia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Czuję się jak nie wiadomo kto.
(Dzień w skrócie)

Czułam, że wyjazd z klasą na łyżwy to zły pomysł.
Myliłam się, to było świetne.
W całym towarzystwie miałam tylko jedną osobę z którą mogłam porozmawiać, nazwijmy ją Panną A.
Weszłam na halę, moim oczom ukazał się... Pan Dręczyciel. Winowajca mojej dwuletniej depresji i załamania.
"Świetnie" - podsumowałam widok.
Spodziewałam się złego.
"No nic, raz się żyje", dodałam sobie otuchy po czym weszłam na lodowisko.
"Hanka, no witam"
Ten parszywy wzrok... miałam ochotę zdjąć łyżew i trafić mu ostrym jej końcem w oko.
No cóż, musiałam się powstrzymać (chociaż to było trudne do zrobienia c:).
Po prostu obróciłam się na łyżwie i rozpoczęłam jazdę.
Na początku wydawało się, że czeka mnie śmierć na skutek poślizgu na lodzie, jednak po 10 minut poczułam się pewnie jak nigdy.
Panna A. oczywiście upodobała sobie przypadkowego chłopaka (jej zwyczaj) i zaczęła za (nazwijmy go Panem X) nim jeździć.
Poczułam się jakbym sunęła po niebie. Jeździłam lepiej niż zwykle, może i najlepiej w swoim życiu. Poczułam się tak swobodnie jak ptak w locie.
Nie zeszłam z lodowiska ani na moment.
Podczas odpoczynku "znajomych" z klasy (i spoza) sama próbowałam sił w ciągłym przyśpieszaniu.
Można powiedzieć, że trochę się popisywałam.
Ci "znajomi" (i Pan Dręczyciel) mają mnie za kogoś dziwnego, głupiego i beznadziejnego, dlatego... ah, nie wiecie jaka byłam szczęśliwa widząc zazdrość w ich oczach. Ta sama "Hanka" nie jest taka beznadziejna, jak widać.
Jak następnie się dowiedziałam, Pan X ciągle zajeżdżał mi drogę i chciał zwrócić na siebie moją uwagę. Sama tego nie zauważyłam (ignorowałam świat poza moją ścieżką którą nieustannie jechałam), jednak tą informację przekazała mi Panna A.
Nie obchodziłby mnie ten fakt, gdyby nie pełne nienawiści i zazdrości (+ przewrócenia oczami) spojrzenia Pani Księżniczki (oh ah, jaka ona cudowna).
Wybaczcie, ale na prawdę mnie to rozbawiło.
Ta dziwna Hania ma coś, czego nie ma Księżniczka? Impossibru!

Po godzinie zeszłam z lodowiska jako ostatnia. Przede mną wychodził Pan Dręczyciel.
Spojrzałam na niego złowrogim spojrzeniem, po czym powiedziałam coś w stylu "No, panie przodem, pani Macieju".
Pierwszy raz go zatkało.
Dumnie, z uniesioną głową wyszłam z hali.

Może to dziwne, ale pierwszy raz nie poczułam się gorsza od reszty.

To był dobry dzień. c:
  • awatar rochelle303: Widać,że to był dobry dzień :)
  • awatar Gość: @migero: Uważają się za nie wiadomo jakich boskich i wszechmogących, ale za to łyżwy jedynie kaleczą. c:
  • awatar migero: zazdraszcza ci ze umisz jeździc napewno :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wzorowany.


Następny będzie w 100% mój.
Zobaczycie, w końcu mi wyjdzie.
  • awatar TheJust's♥: Ładnyyy !
  • awatar Tamashire♥: @migero: Dzięki, że zauważyłeś, dłonie są najtrudniejsze z tego wszystkiego TwT Gdzie nogi? Ano, brak nóg nawiązuje do opowiadania które niebawem być może opublikuję. c: @gość: Zaznaczenie tła różdżką i rozmazanie koloru jasno różowego. Kolor miesza się z czarnymi konturami obrazka i powstaje coś takiego. C:
  • awatar Gość: Jak zrobiłaś tło na tym rysunku?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Tak to się spędza sylwestra.
Rysując oc, o właśnie!
Rysunek może i beznadziejny, ale mam ostatnio okropny stop, nie potrafię nic sensownego narysować, nawet wzorując się na czymś, pustka.
Poczekamy, może wena w końcu przyjdzie.
*Leń*

No nic, dziś Sylwester.
Spodziewajcie się suprajzów!
  • awatar TheJust's♥: Jejki :D <3
  • awatar *Firefly*: Kolorki ładne :)
  • awatar Tamashire♥: @gość: Podoba mi się to imię. Poza tym, kiedy byłam mała bawiłam się z kuzynką papierowymi wróżkami. Moja ulubiona miała na imię Inez. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
1.Narysuj to, o czym właśnie myślisz.
Ja... nie wiem, co to jest.


2.Jakie lody najbardziej lubisz?
Miętowe.


3.Masz swój podpis?
Wymyślam na bierząco.


4.Którego dnia nie lubisz najbardziej?
15 marca.


5.Co będziesz robić, gdy dorośniesz?
Będę beztrosko spacerować sobie po Warszawie.

(Bez hejtów... xD)

Pytania będą codziennie uzupełniane.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak minęły święta?
Po cichu, nawet ich nie zauważyłam.





Ku mojemu zdziwieniu... spadł śnieg.
Śnieg w grudniu?
Niemożliwe!
A jednak.







Nie mam zbyt wiele do powiedzenia.
Tylko to, że wyszłam dzisiaj na dwór...
...i to, że nigdy więcej tego nie zrobię.
Owszem, zima dała mi się porządnie we znaki.

Miłego dnia i spokojnej nocy. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
  • awatar Gość: Powinnaś napisać, że pomysł nie jest twój. Przerysowywanie jest ok pod warunkiem że podajesz źródło.
  • awatar •••Black Butler•••: Zapowiada się fajnie - oby tak dalej ! :)
  • awatar Ashia :*: Wooww! Cudowne <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Zacznijmy od rana.
"Nic nie potrafię, jestem beznadziejna, tragedia."


Południe
"Dobra tam, jakąś linię narysować potrafię..."


Wieczór
"Ej, nie jest tak źle!"


Jestem dumna, wiecie?
To jest nie tylko mój (jako taki, w miarę) rysunek na tablecie graficznym. To jest mój pierwszy rysunek wykonany "w komputerze" w stu procentach przeze mnie. Bez odrysowywania, bez opcji "łączenia kropek", bez (tak zwanych) "wspomagaczy".
Wyłącznie moja ręka.
Jestem z siebie dumna.
  • awatar Tamashire♥: @gość: To jest mój pierwszy w życiu jako taki rysunek na tablecie graficznym. Postać (Renge z Non Non Biyori) właśnie tak wygląda. Bywa, że postacie z mang czy anime są ciut nieproporcjonalne. Czasem mają przydługie to i tamto (heh), dlatego moja Renge (która ma z resztą 7 lat) ma takie a nie inne rączki. Poza tym tak jak mówiłam, to jest mój pierwszy rysunek, proszę nie oczekiwać cudów na starcie, nikt nie jest bezbłędny. :)
  • awatar migero: @gość: ma małe rączki co poradzisz ;p
  • awatar Gość: rączka, którą nawet nie podrapie się po głowie. Nie, wcale nie jest źle. Wcale..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›